Podwójne obywatelstwo Śląska
Witają cię w Polsce, ale do środka zapraszają po niemiecku. Pod warstwami degermanizacji tętni drugie życie śląskiej architektury, udokumentowane przez Thomasa Voßbecka i Dawida Smolorza. Gdzieś spomiędzy niemieckiego muru i polskiego tynku dochodzą stłumione historią głosy budynków, opowiadające szeptem świadectwa naszej wspólnej przeszłości. Do uważnego słuchania zaprasza wystawa ,,Znaki czasu”.
Lata 80. XX wieku, Zabrze. Codzienna droga do szkoły kuratora wystawy, Dawida Smolorza, prowadzi obok budynku ze strzałką Guidowald. Po wojnie napisy zostały zamalowane, jednak piętno czasu sprawiło, że czcionka znowu stała się widoczna. Jej pierwotne, informacyjne przeznaczenie nie spełniało już swojej roli. Nikt już nie mówił po niemiecku i nikt nie pamiętał, że Guidowald to nazwa dzisiejszego Parku Powstańców Śląskich. Ta strzałka opowiada podwójną historię - o swoim niemieckim początku i o późniejszych wpływach, które miały doprowadzić do jej ostatecznego usunięcia z miejskiego krajobrazu.
Ta wyłaniająca się po cichu historia stała się fundamentem projektu, który realizowali Thomas Voßbeck i Dawid Smolorz. W latach 2018–2025 wspólnie przemierzali Śląsk, dokumentując architektoniczne ślady Niemiec – napisy, detale i symbole, które przetrwały burzliwy okres odniemczania. Efektem tej wieloletniej współpracy jest wystawa ,,Znaki czasu”, którą można oglądać w Muzeum Śląskim w Görlitz.
Powojenne zachłyśnięcie polskością sprawiło, że wszystko, co na Śląsku polskie nie było, musiało zniknąć. Na osoby niemieckojęzyczne nakładano sankcje, takie jak odmówienie rozpatrzenia sprawy w urzędzie, dopóki nie zostanie złożony wniosek o zmianę imienia lub nazwiska na zgodne z pisownią polską. Wszystkie przypadki posługiwania się mową niemiecką miały być raportowane. Ślady niepożądanego niemieckiego dziedzictwa materialnego były niweczone, zamalowywane i kute. Wtedy też budynkom odebrano prawo głosu. Zrzucono na obywateli obowiązek usunięcia wszelkich napisów i szyldów w imię likwidacji śladów niemieckiej historii i czasów okupacji.
Ich relikty znikały - pod warstwami farby, gładzi i tynku. Ostały się tylko tam, gdzie nie rzucały się w oczy. Jak wspomniał kurator wystawy, szczególnie dużą wartość z perspektywy dokumentowania napisów mają miasta zaniedbane, takie jak Prudnik czy Bytom, których władze nie przykładały tak wielkiej wagi do procesów degermanizacji. Nie trzeba się więc szczególnie wysilać, aby spacerując ich uliczkami dostać wiadomość z przeszłości.
Dyskusja rozpoczynająca wystawę poruszyła również temat współczesnego podejścia to tego rodzaju historycznych elementów architektury. Stanowisko w tej sprawie zajął Daniel Gibski - Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków. Zwrócił uwagę na problem braku regulacji prawnych w zakresie dawnych napisów. Wyjaśnił, że kwestia ich ochrony jest zależna od wartości historycznej i związania napisu z przeznaczeniem budynku. Jeżeli więc żadna z tych dwóch przesłanek nie jest spełniona, właściciel nieruchomości może dowolnie rozporządzać takim napisem - odrestaurować go, pozostawić w pierwotnym stanie lub usunąć. Zarówno kurator wystawy Dawid Smolorz , jak i fotograf Thomas Voßbeck zwrócili uwagę, że szczególnie istotny jest proces dokumentowania takich obiektów. Wyłaniają się one bowiem spod tynku, jednak wysoce prawdopodobne jest, że w niedługiej perspektywie ponownie znikną pod płytami termoizolacyjnymi lub warstwą farby.
Dzisiaj niektóre budynki, dzięki świadomej renowacji, opowiadają historię dwujęzycznie. Dobrym przykładem jest udokumentowana na wystawie świetlica wiejska w Pławnej, która powstała w dawnej stacji położonej przy zamkniętej linii kolejowej. Budynek został poddany gruntownej renowacji, odtworzono także napis z niemiecką nazwą miejscowości Schmottseiffen – Lähn. Wzbudziło to kontrowersje wśród mieszkańców, dlatego zdecydowano się na zasłonięcie go polskojęzyczną tablicą. W drodze konsensusu postanowiono, że polska tablica przymocowana będzie na długich śrubach, tak, aby oba napisy były widoczne. Stanowi to świadomą formę propagowania dziedzictwa wielokulturowego, którego obecności na Śląsku nie można zanegować.
Ojczystym językiem wita klientów również butik Bäckerei w Bytomiu, pokazany na zdjęciach prezentowanych na wystawie. Dawna piekarnia i cukierna Karla Maiera została przekształcona w kiosk, przykrywając pierwotny napis plastikowym szyldem. Po jego zdjęciu, nowym najemczyniom ukazała się poniemiecka czcionka, którą uznały za genius loci tego miejsca i od tamtej pory w piekarnii można kupić lniane ubrania bytomskiej marki.
Autorzy zapowiadają, że to jeszcze nie koniec – wciąż będą podążać szlakiem niemieckich reliktów, zanim te zamilkną na zawsze.
Wystawa ,,Znaki czasu” będzie dostępna dla zwiedzających do 13 września 2026 roku. Ekspozycja i liczne wydarzenia towarzyszące są współfinansowane ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Tekst: Julia Minkowska
Redakcja: Agnieszka Wójcińska

