Bunt zdezorientowanych i sfrustrowanych. Szansa dla Alternatywy

Granice polityczne Alternatywy dla Niemiec (AfD) zdają się przebijać kolejne rekordy poparcia w państwie związkowym, równie szybko do rosnącego niezadowolenia i sfrustrowania społecznego. Stagnacja polityczna oraz niepewna przyszłość coraz bardziej dają o sobie znać, uaktywniając stare demony - radykalne ruchy, które jeszcze niedawno pozostawały na marginesie. Łukasz Grajewski przygląda im się w książce „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę”.

„Koniec z urlopem we wschodnich Niemczech. Nie jadę do tych nazistów”. Stara, nieistniejąca granica dzieląca komunistyczny wschód od demokratycznego zachodu wciąż przypomina Niemcom o ich skomplikowanej przeszłości. Chociaż mur z drutem kolczastym i szeregiem wież wartowniczych został zburzony ponad 35 lat temu, różnice pozostały i mają się dobrze.

Lata transformacji gospodarczej tuż po zjednoczeniu dla wschodnich landów nie były okresem prosperity. Dla Ossis (jak potocznie nazywa się mieszkańców byłej NRD) oznaczały zamykanie nierentownych fabryk, co wiązało się ze stratą pracy oraz rosnącym bezrobociem. Popularność idei zachodniego kapitalizmu, z którą ludzie wiązali duże nadzieje, rozczarowywała, budząc poczucie niesprawiedliwości i tęsknoty za „dobrymi”, „stabilnymi” czasami.

Dla Wessis (termin odnoszący się do mieszkańców RFN) ukształtowanych w zupełnie innych warunkach, wschodnie landy stanowiły coś nieznanego, nieoczywistego, a jednocześnie tak bardzo bliskiego. To oni mieli pomóc swoim wschodnim towarzyszom odnaleźć się w nowym systemie, stać się symbolem zamożnego Niemca, z dobrym samochodem i stabilną pracą.

Jednak zjednoczenie dla wschodu bardziej przypominało wcielenie. Zatarta granica państwowa nie doprowadziła do zatarcia się granicy mentalnej i tożsamościowej. Trauma transformacji nadal oddziałuje, a podział, choć niewidoczny na mapie, wciąż jest obecny w doświadczeniu społecznym. Niezadowolenie podsycane kolejnymi kryzysami politycznymi i stagnacją gospodarczą wyznacza dziś nowe linie tego podziału. Jaka jest dziś alternatywa dla rozczarowanych, zbuntowanych Ossis? Ta alternatywa to bunt i rewolucja przeciwko elitom – to Alternatywa dla Niemiec.

Dominujący stereotyp partii neonazistów z AfD to już niemal etykieta Wschodu, ale czy ta uproszczona wersja zdarzeń wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością? A może to AfD, polityczne dziecko wschodu, wprowadza się także na zachód i przekształca Republikę? Jak jest naprawdę?

Łukasz Grajewski nie daje nam prostych odpowiedzi. Jego książka „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę” jest wielowątkową historią partii układającą się w chronologiczną całość. Równolegle z rozwojem wydarzeń obserwujemy w niej klimat minionych dni, a Grajewski dokładnie szkicuje portrety swoich bohaterów, od „szarych” obywateli wspierających partię, po jej elity intelektualne i przywódców. Nie są to bohaterowie odizolowani od rzeczywistości, swoich emocji i uczuć, a także decyzji życiowych, jakie podejmują.

Historie o jakich można przeczytać w książce oddają specyfikę debaty politycznej toczącej się w RFN. Kryzys migracyjny, koronawirus, ataki terrorystyczne, recesja gospodarcza – to wszystko zmieściło się w 13-letniej historii Niemiec z AfD, usianej wzlotami i upadkami. Czytelnik z pewnością znajdzie coś dla siebie, samodzielnie kształtując własny odbiór. Pomocne w zrozumieniu szerokiego kontekstu książki było spotkanie autorskie z Łukaszem Grajewskim w

warszawskiej księgarni Big Book Cafe, 25 lutego 2026 roku, które poprowadziła Agnieszka Lichnerowicz (dziennikarka radia TOK FM).

AfD, zwana „Niebieskimi” od wiodącego koloru, jakim się posługują, od zawsze się wyróżniała. Jako jedyna partia w obecnej kadencji Bundestagu nie jest jeszcze pełnoletnia. A przeciwników ma już dojrzałych – Socjaldemokratyczna Partia Niemiec liczy sobie ponad sto lat. Także „Czarni” (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) i „Zieloni” (Die Grünen) są już dawno zespoloną częścią parlamentu. Najbliżej niebieskim (jak określa się AfD) jest do Die Linke (19 lat), chociaż to zupełnie przeciwny biegun polityczny. Wyborcy AfD to duża mieszanina, wcale nie tak jednorodna.

Zwolennikami Alternatywy jak najbardziej są młodzi. To także mieszkańcy miast, niebogatych dzielnic-blokowisk. Nieufni wobec systemu, mający za nic poprawność polityczną. Nie brakuje też osób starszych, jak i przedstawicieli mniejszych miejscowości. Są także Ruslanddeutsche – potomkowie niemieckich osadników ze Wschodu, którzy wrócili do heimatu w latach 90-tych.

Spoiwem jest skrajna antyimigranckość. Silna w byłej NRD ze złożoną historią, gdzie od lat organizowane są protesty i marsze. „Rewolucja” na wschodzie odbywa się także z (nie?)proszonymi gośćmi. Na ulicach Drezna, Chemnitz, Lipska czy Budziszyna przy różnych okazjach widoczni są radykałowie, przedstawiciele skrajnej prawicy. Z czarno-biało-czerwonymi flagami Cesarstwa Niemieckiego i hasłami nawiązującymi do „dziedzictwa” III Rzeszy.

Kadry niebieskich to również mieszanka. Czasami wybuchowa i skonfliktowana wewnętrznie. Łukasz Grajewski wspominał: – Rozluźniają się, gdy wyłączasz mikrofon, mówili to, co chcieli, a w większości odpowiedzi przy włączonym dyktafonie sytuację referowali tak samo, jak nauczono ich w takich przypadkach. Intrygujące pozostaje to niezarejestrowane, mrożące krew w żyłach. Jeden taki po długiej rozmowie zapędził się w rozważania na temat III Rzeszy i niemieckiej kultury wykraczającej „daleko” poza granice obecnych Niemiec. W tym przypadku nie była to polityczna agitacja, a świadome działanie.

Nowy mur narastający przez ostatnią dekadę również zaczyna się chwiać. Ale „zjednoczenie” przychodzi z zupełnie innego kierunku. Na zachodzie powoli pojawiają się niebieskie wysepki, ugruntowane już na wschodzie. Niebieska wysypka atakuje cały niemiecki organizm. Kto w końcu spodziewałby się szybkiego wzrostu notowań partii także tu, w postindustrialnym Zagłębiu Ruhry, części jednego z największych i najbogatszych landów Niemiec – Nadrenii Północnej Westfalii. AfD na razie nie jest zagrożeniem dla świata, ale już niedługo będzie nim dla Niemiec. Łukasz Grajewski w porównywaniu historii AfD do NSDAP jest ostrożny. – Przyglądajmy się jej uważnie, z dystansem, mając w głowie konsekwencje politycznej radykalizacji – podkreśla.

Tekst: Marcin Mikielski

Redakcja: Agnieszka Wójcińska

Publikacja książki Łukasza Grajewskiego powstała przy wsparciu stypendium dziennikarskiego Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, której przedstawiciele także wzięli udział w premierze.