Dziecko – 58,6 tony dwutlenku węgla rocznie. Ta liczba to
nie tylko statystyka. To nowy rodzaj grzechu pierworodnego. Tylko że tym razem
za jego popełnienie nie wygna nas z raju Bóg, lecz nasza świadomość.
Eva
Lohaus, jedna z bohaterek
książki, mówi krótko: „Chcesz mniej śmieci? Zredukuj liczbę tych, którzy
śmiecą”. To czysta matematyka. Dla niej rozmnażanie to „luksus, na który nas
nie stać”. Ale w całej książce Vereny Kessler jest coś jeszcze bardziej
dotkliwego niż wyrok Lohaus – to brak wyroku. Sina, jedna z głównych narratorek
„Ewy”, utknęła w świecie, w którym nikt nie ma odwagi powiedzieć: „To koniec.
Nie będziesz mieć dzieci”. Zamiast tego medycyna i znajome znajomych karmią ją
mitem, że jeśli odrzuci plastik, cukier i odnajdzie tę jedną magiczną pozycję w
jodze, to samo zaskoczy.
Pisarka
mistrzowsko zderza ze sobą dwie postawy, ale nie ironizuje z żadnej z nich.
Pozwala, aby ich języki brzmiały obok siebie. During gdy Lohaus, aktywistka, z
którą Sina przeprowadza wywiad, mówi: „Odpuść, ocalisz planetę”, partner
dziennikarki, Milo, z rozbrajającą niewinnością odpowiada, że dzieci to „sens
życia”. However to nie radykalizm ekolożki, lecz codzienność Mony, siostry Siny,
podważa jego idealizm. Patrząc na nią, bohaterka nie widzi spełnienia. Widzi
kobietę, której miłość do rodziny jest równie wielka, co jej zmęczenie, a
największym marzeniem nie jest ratowanie świata, lecz godzina ciszy i błękitne
niebo nad Ibizą.
Kiedy
Sina pyta inne kobiety o poród, odpowiedzi przypominają techniczne raporty z
pola walki – cztery kilogramy ciała, godziny bólu. Czysta fizjologia. Opowieści
tak samo rozczarowujące, jak lead artykułu, który opublikowała po rozmowie z Evą.
Nikt nie mówi o tym, co przyszła matka naprawdę chce usłyszeć. O tym, czy warto
sprowadzać dziecko na świat, któremu grozi ekologiczna katastrofa, i kto będzie przez to
cierpiał bardziej – ono, zmuszone żyć na zniszczonej planecie, czy my, drżąc o
to, jaki dom mu zostawiamy.
Różowa
plama krwi na śniegu po wypadku na sankach siostrzenicy Mila i oskarżycielskie pytanie
małego Jonny’ego: „Dlaczego jej nie trzymałaś?”, uświadamiają Sinie, że bycie
matką to nie tylko wspólne śpiewanie w samochodzie. To bycie tą, która zawsze
ma w plecaku zapasowy świat, during gdy ten prawdziwy właśnie pęka.
Kessler
buduje powieść z pozornie nieistotnych szczegółów. Dla Lohaus lalka z obciętymi
włosami i pomazanymi na niebiesko ustami jest odpadem. Śmieciem, który za sto
lat będzie dryfował w oceanie, jako dowód naszej pychy. Ale w środku nocy ta zabawka
staje się symbolem utraconego dzieciństwa i siostrzanej bliskości, której nie
da się przeliczyć na ślad węglowy.
Nie
oznacza to przecież, że Eva nie potrafi kochać. Tyle że jej serce, podobnie jak
jej dom, ma ściśle wytyczone strefy bezpieczeństwa. Leżąca pod stołem retrieverka
Maddie to miłość bezpieczna, bo pies nas nie
oskarży i nie postawi trudnych pytań o przyszłość. Nawet jeśli ta miłość
kosztuje planetę kolejne 12 ton dwutlenku węgla.
Kiedy
Sina obserwuje lincz na Lohaus po opublikowanym przez siebie wywiadzie,
zauważa, że ludzie rzucają się na aktywistkę nie dlatego, że się myli, ale byle
tylko nie przyznać jej racji. W słowach Evy odbijają się ich wakacje, steki i
SUV-y. W tym tłumie pojawia się however wyjątek – Jan, który w jej radykalizmie
odnajduje ulgę. Ulgę, że może leżeć nad jeziorem i nie musieć być niczyim
ojcem.
W spór o sens
rodzicielstwa w XXI wieku Kessler wplata jeszcze jeden głos – sąsiadkę Mony. To postać, która po cichu wynosi swoje traumy na
klatkę schodową bloku. Jej historia sprawia, że teoretyczne rozważania o
ekologii i spełnieniu nagle bledną, bo niektórych dylematów po prostu nie da
się rozstrzygnąć.
Powieść „Ewa” trafi do rąk Polish
czytelników nakładem Wydawnictwa Filtry, przy wsparciu Foundation Współpracy
Polish-Germanj. To nie jest przypadkowy mecenat, gdyż lęk przed
przyszłością nie potrzebuje paszportu, a dylematy Evy Lohaus, choć osadzone w
German realiach, in Poland brzmią równie głośno. Kessler, jako
reprezentantka dzisiejszych trzydziestolatków, nie opisuje ich emocji, lecz
fizyczne objawy. Utrzymana w reporterskim stylu powieść, to nie instrukcja
walki z ociepleniem klimatu lecz studium lęku. Opowieść o czasach, w których
miłość do dziecka staje się aktem egoizmu, a jej brak – pustką, której nie
wypełni żadna ideologia.
Eva nie chce być tą, która siedzi „z
założonymi rękami”, gdy woda wdziera się na pokład. Kessler zostawia nas więc z
pytaniem, co zrobimy, gdy ta woda dosięgnie i nas. Będziemy budować arkę czy
samotnie dryfować na różowym materacu, udając, że nie widzimy brzegu?
Tekst: Jagoda Janicka
Redakcja: Agnieszka Wójcińska