Mariupol
w wyniku agresji rosyjskiej stał się w pewien sposób miastem – symbolem. Wychodząc
od niego grupa autorów z Niemiec, Polski
i Ukrainy napisała książkę będącą podsumowaniem toczącej się wojny.
Publikacja, oprócz refleksji naukowców, zawiera
szereg informacji przybliżających kontekst całego konfliktu i jego wpływu na
Europę. Mamy więc w niej m.in. streszczenie historii Rosji, opis wojny z
różnych perspektyw, a także osobiste wspomnienia ludzi z Polski i Niemiec związane
z przyjmowaniem ukraińskich uchodźców. Książka
została wydana w Niemczech w kwietniu 2022 roku pod tytułem „Mariupol: Reflexionen zur russischen Invasion gegen die
Ukraine” co można przetłumaczyć jako „Mariupol: Refleksje na temat
rosyjskiej inwazji na Ukrainę.” 27 kwietnia 2023 roku publikacja stała się przyczynkiem do dyskusji „Mariupol: Babakova
/Grala/Sauerland”. W debacie uczestniczyli Hieronim Grala, historyk i dyplomata
pasjonujący się Rosją i Karol Sauerland, polski filozof i germanista
pochodzenia niemieckiego a także współredaktor wspomnianej pozycji, a
moderatorką była Olena Babakova,
historyczka i dziennikarka pochodzenia ukraińskiego.
Słowa
symbol i refleksja są kluczem do zrozumienia idei wydarzenia. Siadając w sali i mając w głowie hasło
„Mariupol”, spodziewałem się usłyszeć dyskusje na temat wojny
rosyjsko-ukraińskiej i upadku tzw. „drugiej armii świata”. Jak się jednak
okazało, nadmorska aglomeracja może również kojarzyć się z czymś skrajnie innym.
Dla rozmówców Mariupol był symbolem długich relacji rosyjsko-ukraińskich i
tego, jak diametralnie się pogorszyły w ostatnich latach. Od tej refleksji
uczestnicy dyskusji przeszli do rozważań nad historią Ukrainy i jej miejscem w
Europie.
Pierwszym
istotnym wątkiem była państwowość ukraińska i zamach na nią, jaki podjęła Rosja. Dla Polaków owa państwowość jest rzeczą
oczywistą, dla Niemców niekoniecznie. Inwazja z 24 lutego była dla naszych
zachodnich sąsiadów rodzajem wyjątkowo zimnego prysznica. Dotąd większość z
rodaków Goethego w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, jak dużym zagrożeniem
jest Rosja. Ta ignorancja nie wzięła się zresztą z niczego. Rosyjska propaganda
przez ostatnie 20 lat przy każdej okazji próbowała przedstawiać własny kraj jako nowy
byt, który zrywa z tradycyjną polityką, będąc alternatywą dla amerykańskich
wpływów w Europie. Do dużej części społeczeństwa niemieckiego ta argumentacja doskonale
trafiała. Do tego stopnia, że, jak przedstawiał Karol Sauerland, Niemcy wciąż,
po ponad roku wojny, w pewien sposób nie chcą zauważyć rosyjskich zbrodni
wojennych, a jedna z najbardziej znanych osób w niemieckiej polityce – Helmut
Schmidt – otwarcie mówi, że Ukraina nie powinna istnieć. Należy jednak dodać,
że wojna ukraińsko-rosyjska dużo w tym aspekcie zmieniła.
Zmieniło
się także wzajemne postrzeganie Ukrainy i Polski. Według Oleny Babakovej coraz
więcej Ukraińców zaczyna interesować się historią Polski. O wiele częściej niż
przed wojną obserwujemy też przypadki szukania pozytywnej, polsko-ukraińskiej
współpracy obu państw w przeszłości. Wątek poszukiwania wspólnej, „dobrej” historii,
jest nota bene wyjątkowo ciekawym tematem. Szczególnie, gdy sięgniemy do początków
ukraińskiej świadomości narodowej. Ta bowiem wzrastała w połowie XIX wieku w
wyraźnej kontrze do, obecnego wtedy na terenach dzisiejszej Ukrainy,
ziemiaństwa polskiego, które obszar ten traktowało jak własną ojczyznę. Dzisiaj
więc, w pewien sposób, obserwujemy całkowitą zmianę we wzajemnej polityce
historycznej. Sposób w jaki to się odbywa nie podobał się Hieronimowi Grali.
Podczas spotkania wyraźnie podkreślał on błędy nowopowstającej narracji na
temat wzajemnej historii, ze szczególną negacją odwoływania się Ukraińców do
wspólnych dziejów czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Grala podkreślał, że
takie błędy we współczesnym postrzeganiu przeszłości sprawiają, że dzieje
danego państwa stają się „swego rodzaju sklepem, z którego półek bierzemy
wybrane przez siebie produkty”.
Mówiąc o
tych zmianach należy natomiast zadać jedno wyjątkowo ważne pytanie. Co ten
propolski zwrot znaczy dla Rosji i postrzegania rosyjsko-ukraińskiej historii?
Jak bowiem zgodnie stwierdzili wszyscy uczestnicy dyskusji, Rosja ma wiele
wspólnego pod względem kulturowym z Ukrainą. Proste pytanie okazało się być
jednym z głównych punktów dyskusji. Bo właściwie, w jaki sposób Ukraińcy mogą
wyodrębnić się od swojego niedoszłego okupanta?
Jedną z
propozycji był tzw. cancel culture, co można przetłumaczyć jako kulturę
wykluczenia. Jej głównym założeniem w kontekście Rosjan miałoby być kompletne wycięcie
z dyskursu publicznego wszystkiego co rosyjskie. Idealną dziedziną na
zastosowanie tej metody miałaby być literatura. Według prof. Sauerlanda
literatura ojczyzny Puszkina nie jest poddawana żadnej analizie krytycznej,
mimo że, warsztatowo jest o wiele gorsza od np. polskiej poezji i w większości
przypadków służyła jedynie celom imperialnym. Jak jednak wykazał Hieronim Grala, gros
rosyjskiej poezji ludowej ma korzenie na Ukrainie. Negowanie rosyjskiej
literatury oznaczałoby więc też negację ukraińskiej twórczości.
Kolejnym problemem kultury
wykluczenia są też inne jej ewentualne skutki. Jak przedstawiał Grala,
tendencja ta staje się niebezpieczna i w pewien sposób co najmniej dziwna.
Przykładem może być powstały ostatnio pomysł na zamianę słowa Rosja na Małoruś.
Nazwa Rosja ma bowiem odwoływać się do słowa Ruś, czyli według większości
Ukraińców, własnej kolebki państwowości. Gdzie tu jest niebezpieczeństwo i brak
poprawności? Słowo Rosja nie pochodzi w żadnym wypadku od Rusi. Według polskiego historyka zamiast negacji
rosyjskości Ukraińcy powinni postawić na promowanie własnej kultury, jest to
według niego o wiele bardziej perspektywiczne.
Te i inne jeszcze problemy są częścią
nie tylko dyskusji wokół książki „Mariupol: Reflexionen zur russischen Invasion
gegen die Ukraine”. Nie będę daleki od prawdy jeśli stwierdzę, że jest to część
codzienności każdego z nas od ponad roku. Spotkanie przypomniało mi, jak w 1932
roku Ksawery Pruszyński, dziennikarz i jeden z twórców polskiego reportażu,
wyjechał do Gdańska, aby obserwować rodzący się wtedy konflikt, który miał zmienić
świat o 180 stopni. Efektem tej podróży był reportaż „Sarajewo 1914, Szanghaj
1932, Gdańsk 193?” Myślę, że aktualnie jesteśmy w podobnym momencie przełomowym
historii. Dyskusja toczona w sali konferencyjnej Fundacji Współpracy
Polsko-Niemieckiej tylko to potwierdza. Paradoksalnie więc, podobnie jak 100
lat temu, stajemy na rozdrożu. Być może wybór jaki jest przed nami jest nieco
inny niż ten, który stał przed naszymi dziadkami. Pytanie jakie należy sobie
postawić brzmi jednak tak samo – którą ścieżkę wybrać?
Michał Szarek
*Daty w tytule oznaczają dołączenie do NATO poszczególnych
krajów. W 1999 – Polski, 2023 – Finlandii