Ucieczka z klatki. Dlaczego warto poznać Hrdlaka?

Cierpki zapach drogich perfum, szelest jedwabnych sukni i on – chudy intruz w pogniecionej majce, który kłania się w pas, zanim jeszcze padnie pierwszy strzał. W Lubuskim Teatrze premiera „Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka” Janoscha to nie wieczór z wysoką kulturą, lecz bolesny powrót do czasów, gdy każdy krok w bok oznaczał wyrok, a jedyną wolnością była ucieczka w obłęd lub świętość.

Mikita Tsiabus

Przygaszone światło. Przy wejściu do sali wyrasta młody człowiek. Jest niski, ubrany w za duże spodnie i biały, pognieciony podkoszulek. W rękach miętosi czapkę, kłaniając się gościom zajmującym miejsca. Wygląda obco wśród eleganckiej publiczności, jakby trafił tu przez pomyłkę. To jednak nie przypadek, lecz początek przedstawienia.

Kiedy już usiądziesz, dziwności wcale się nie kończą. Scena jest już otwarta, trwa na niej milczące widowisko. Nie ma kurtyny, nie będzie braw na otwarcie. Wszystko już się stało. Widać dziewczynę w pończochach miarowo kołyszącą nogami i mężczyznę o rysach twarzy zastygłych w nienawiści. A pośrodku ona: postać w białej, ogromnej sukni, która przykrywa ją aż po samą głowę – zjawa, która uciekła wprost z płótna „Babiego lata” Chełmońskiego, by ukryć się w brudnym świecie Janoscha.

To świat na krawędzi, przesiąknięty klaustrofobią, która nie wynika tylko z ciasnoty strychu czy schronu. To klaustrofobia istnienia. Każdy z bohaterów, a w szczególności tytułowy Hrdlak, jest skuty czasem jak łańcuchem, spętany społecznymi ramami, strachem przed jutrem i paniką przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu. Tkwią w „paraliżu decyzyjnym” – boją się iść naprzód, bo przyszłość jest czarną dziurą; boją się cofnąć, bo tam czeka porażka. Każdy krok w lewo lub w prawo grozi rozstrzelaniem – czasem dosłownym, ze strony władzy, a czasem tym bardziej bolesnym, wykonanym przez opinię publiczną, która nie wybacza odmienności.

Hrdlak to chłopak z foyer. Nie pasuje do teatru, tak samo jak nie pasował do swojej epoki – dusznego świata śląskiego pogranicza lat 30. i 40. XX wieku. Postać ta wyrasta z prozy Janoscha, który opisywał losy ludzi uwięzionych w matni wielkiej historii: między niemieckim nazizmem a zbliżającym się frontem i powojenną niepewnością. Hrdlak jest ucieleśnieniem tamtego czasu: pełnym przemocy i grzechu, a jednocześnie tragicznie autentycznym w swoim prymitywizmie. Ale to właśnie on jest wolny, bo jego niedopasowanie to jedyna ucieczka z klatki społecznych oczekiwań. Dlatego właśnie „szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka” – bo tylko on ma odwagę stać w pogniecionej majce tam, gdzie inni prężą się w gorsetach kłamstwa.

Reżyser Robert Czechowski buduje napięcie przez niemal dławiącą bliskość. Ażurowa siatka oddzielająca widzów od aktorów sprawia, że ci pierwsi stają się bezsilnymi świadkami tej zbiorowej niemocy. Wnętrza wypełniają przedmioty zniekształcone, jakby pamięć o tamtym świecie była już trwale uszkodzona. W centrum tego rozpadu stoi Hrdlak – prostacki chłop, który bije dzieci i zdradza żonę, a jednak posiada własną, prymitywną moralność, która w tym osaczającym świecie okazuje się jedynym ratunkiem.

Projekt Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze oraz Gerhart-Hauptmann-Theater Görlitz-Zittau przypomina nam, że granica między normalnością a horrorem jest cienka jak ażurowa siatka na scenie. Przedstawienie zostawia nas z pytaniem: jak wiele z tej klaustrofobii nosimy w sobie do dzisiaj? Choć nie grozi nam rozstrzelanie za „krok w bok”, współczesne gorsety są równie ciasne. Odnajdujemy je w lęku przed cyfrowym wykluczeniem, w presji bycia idealnym w mediach społecznościowych czy w autocenzurze, którą nakładamy na siebie z obawy przed opinią grupy. Strach przed odmiennością, tak silny w świecie Janoscha, wciąż paraliżuje naszą gotowość do bycia autentycznym.

Polska premiera spektaklu odbyła się 1 kwietnia 2026. Realizacja tego transgranicznego przedsięwzięcia była możliwa dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Rola fundacji była tu kluczowa – nie tylko umożliwiła spotkanie artystów z obu stron granicy, ale przede wszystkim pozwoliła na wspólną, polsko-niemiecką interpretację trudnej, śląskiej historii, która do dziś pozostaje żywym elementem tożsamości obu narodów.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska