Marcin Mikielski
Monumentalna głowa balansuje na krawędzi upadku, podtrzymywana na pomarańczowych pasach niczym ciężar, który lada moment zerwie się z uwięzi. Jak długo zdoła utrzymać się w tym miejscu? Co wydarzy się, gdy w końcu dojdzie do zerwania pasów? Zafrasowana twarz, zszyta z dziesiątek kawałków ciemnego materiału zdaje się już wiedzieć co się wydarzy, przewidując najgorsze. W tej instalacji jest coś głęboko przygnębiającego, przypominającego o własnych zmartwieniach i nieprzepracowanych traumach. Jednocześnie wyczuwalny jest także stan napięcia. Głowa przypomina spartanina tuż przed bitwą. To twarz przybrana w zbroję, gotowa do podjęcia ostatecznego wysiłku na rzecz obrony resztek dawnego porządku. Rzeźba jest wydobyta z cienia przez światła reflektorów, które dodatkowo potęgują wrażenie ciężaru i zbliżającego się upadku. Dzieło Nieznany autorstwa Ali Savashevich trafia w samo sedno motywów przewodnich wystawy „Na krawędzi chaosu”, będącej częścią odbywającego się Festiwalu Łódź Wielu Kultur.
Wystawa to międzynarodowa ekspozycja opowiadająca o kataklizmach, obok której nie sposób przejść obojętnie. Oddaje głos twórcom z całego globu, od Europy, przez Bliski Wschód, aż po Amerykę Południową. Są wśród nich architekci, rzeźbiarki, performerki i tkaczki. Poznajemy ich historie bez tradycyjnych, muzealnych etykiet. Organizatorzy celowo zrezygnowali z opisów na ścianach, by skłonić widza do lepszego i bezpośredniego odbioru dzieł. Prace powstawały w różnych okresach i na przeróżne sposoby diagnozują tytułowy stan niestabilności. Artyści ukazują groźbę przymusowych migracji, nadciągającej katastrofy klimatycznej, lęku przed zapomnieniem, a wreszcie i wojnę. Wojnę, która w każdym miejscu na Ziemi przybiera inne oblicza, ale w swojej istocie pozostaje przerażająco uniwersalna. Nie zważa na płeć ani wiek, niosąc ze sobą przemoc, wykorzenienie i izolację. Atmosferę chaosu potęgują wszechobecne bodźce, warstwa dźwiękowa i obrazy wideo. Poczuć chaos na tej wystawie to nie tylko go dostrzec, ale też usłyszeć i dotknąć.
Poczucie złudnej, tymczasowej stabilności pojawia się w wielu prezentowanych pracach. Przykładem jest fotografia Julii Krivich, ukazująca niepokojący morski pejzaż. Choć tafla wody na pierwszym planie jest dla nas łaskawa, to w oddali na horyzoncie formują się już trąby wodne – ekstremalne zjawiska pogodowe zwiastujące destrukcję. Ukraińska artystka wykazała się tu niemal proroczą intuicją, przewidując bieg wydarzeń. Tworząc dzieło zatytułowane Krym I w 2013 roku, nie mogła wiedzieć o zbliżającej się nielegalnej rosyjskiej aneksji półwyspu, jednak prawidłowo wyczuła nadciągające zagrożenie. Ten uchwycony kadr staje się stopklatką filmu, pierwszą sceną niedopowiedzianej historii jutra.
Zaskakują także zgromadzone gliniane wazy. Na pierwszy rzut oka autorka Agnieszka Kalinowska zatrzymuje nas w klimacie starożytnej Grecji. Wygląda to tak, jak gdyby ktoś po wielu wiekach wydobył je z dna oceanu jako świadectwo historii. Nie wskazują na to jednak namalowane na nich współczesne sylwetki. Widniejące na naczyniach postacie uciekają w we wszystkich możliwych kierunkach. Niektóre prowadzone są w nieznane.
Mimo że współczesny system globalny niebezpiecznie zbliża się do granicy niestabilności, nie oznacza to, że niechybnie osuniemy się w otchłań chaosu. Solidarność w świecie wstrząsów wciąż jest możliwa. A może to jedyny naturalny kierunek ratunku. Jak trafnie podkreśliły podczas wernisażu kuratorki wystawy – Małgorzata Ludwisiak i Katarzyna Słoboda, aby wyobrazić sobie nową rzeczywistość, musimy najpierw otworzyć naszą wyobraźnię. Wystawa jest dla nas swoistym ostrzeżeniem. Przypomina, że nikt nie dokona nowego otwarcia za nas, bo to my jesteśmy kreatorami zmian. To ludzkie działania doprowadziły świat na skraj chaosu, a artyści pełnią tu niejako rolę sejsmografów, rejestrując i interpretując ten nieznany nam stan, dając szansę na reakcję zanim…
Ten stan można poczuć, patrząc na tkaninę autorstwa Edgara Bąka, która z daleka przypomina zakodowaną wiadomość. Układające się na niej trójkąty ustępują czasem miejsca bardziej łagodnym formom, by za chwilę znów się pojawić. W tej pracy zarejestrowane są wycinki z historii świata. Momenty naprzemiennego chaosu i stabilności. W dolnej części tkanina ukazuje coraz większe wygładzenia. Może w kolejnych, niedotkanych już fragmentach tej pracy ujrzymy w końcu idealną płaszczyznę. Nie wiadomo jednak, czy to wygładzenie oznaczałoby przejście w pożądany przez nas okres spokoju, czy wręcz przeciwnie.
Festiwal Łódź Wielu Kultur to nie tylko przestrzeń dialogu różnych tradycji i kultur, ale przede wszystkim przestrzeń wielu spojrzeń, które splatają się w jedną, globalną perspektywę. Umiejętność dostrzegania kryzysów ponad granicami państw to dziś nie tyle wybór, ale absolutna konieczność. To nasze wspólne zadanie, by nie dopuścić do zerwania pomarańczowych pasów i uchronić balansującą na krawędzi głowę przed ostatecznym upadkiem w przepaść. Dla tych, którzy zdecydują się zawitać na ekspozycję, refleksja nad stanem współczesnego świata nie skończy się za murami galerii, a pozostanie w myślach na długo po jej opuszczeniu.
Wystawę „Na krawędzi chaosu” można oglądać w przestrzeniach Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi do 4 kwietnia. Festiwal dofinansowano ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska