Rozmówcy: Artur Domosławski i Jerzy Haszczyński
Moderacja: Magdalena Szaniawska-Schwabe
Spotkanie we współpracy z Wydawnictwem Czarne.
Rejestracja do 21 maja (liczba miejsc ograniczona):
https://forms.cloud.microsoft/e/m8mg7t5ey8
Artur Domosławski – pisarz i reporter, przez 20 lat związany z „Gazetą Wyborczą”, od ponad dekady z „Polityką”. Autor kultowej „Gorączki latynoamerykańskiej” (2004), „Śmierci w Amazonii” (2013), „Wykluczonych” (2016), biografii „Kapuściński non-fiction” (2010) oraz biografii Zygmunta Baumana „Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana” (2021). Laureat wielu nagród i wyróżnień literackich i dziennikarskich, m.in. Grand Press Dziennikarz Roku 2010, nominowany do Nagrody Nike za „Wykluczonych” i „Wygnańca”, laureat Górnośląskiej Nagrody Literackiej „Juliusz” (2022) dla najlepszej biografii za „Wygnańca”. Jego książki były tłumaczone na 10 języków.
Jerzy Haszczyński – od 1991 roku dziennikarz „Rzeczpospolitej”, a od 2000 – szef działu zagranicznego tej gazety. Reporter, komentator, specjalny wysłannik w rejony ogarnięte wojną (m.in. Jugosławia, Afganistan, Irak, Gruzja, Jemen, Libia, strefa Gazy, Ukraina). Przez kilka lat pracował dla „Rzeczpospolitej” w Wilnie i Berlinie. W 2012 roku ukazał się zbiór jego reportaży o gwałtownych przemianach w świecie islamu „Mój brat obalił dyktatora”, a w 2022 reporterska książka o współczesnych Niemczech „Rzeźnia numer jeden”.
Magdalena Szaniawska-Schwabe – dziennikarka Polskiej Redakcji DW. Współpracuje także z telewizją RBB oraz ZDF. Za reportaż pt. „Zglobalizowana paczka. Ile kosztuje sukces Amazona” (ZDF Frontal) wspólnie z Reinhardem Laską otrzymała w 2022 roku Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską im. Tadeusza Mazowieckiego. Pracowała w think tankach i Komisji Europejskiej w Brukseli. Studiowała politologię i prawo na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie oraz na Uniwersytecie Wrocławskim.
O książce:
Ta fascynująca książka zawiera w sobie dwie opowieści: pierwszą o tym, jak gang neonazistowskich zamachowców z byłych Niemiec Wschodnich stworzył świetnie zorganizowaną siatkę terrorystyczną; drugą zaś o tym, jak niemieckie władze pozwoliły, by morderstwa uszły jej na sucho.
Michael Scott Moore
O autorze:
Jacob Kushner – dziennikarz, autor książek non fiction i wykładowca akademicki. Jako korespondent pisze do czasopism i magazynów internetowych relacje z Afryki, Niemiec i Karaibów. W swojej pracy skupia się na tematach związanych m.in. z kryzysem migracyjnym, prawami człowieka, terroryzmem, ekstremizmami politycznym, wolnością prasy i kryzysem klimatycznym. Publikował w „The New York Times”, „The New Yorker”, „Harper’s”, „The Atlantic”, „The Economist”, „National Geographic”, „The Nation”, „VQR”, „The Atavist”, „Wired”, „Foreign Policy” oraz „Vice”. Jego fotografie ukazywały się w „National Geographic”. Wykłada dziennikarstwo na Uniwersytecie Columbia, jest również profesorem wizytującym na NYU.
Mikita Tsiabus
Wystawa poświęcona Friedrichowi Iwanowi to nie tylko hołd dla artysty; to otwarcie cyklu, który ma na nowo zdefiniować fenomen tutejszej kolonii artystycznej z początku ubiegłego stulecia.
Friedrich Iwan, który związał swój los z regionem w 1922 roku, stał się kronikarzem tutejszego pejzażu, zamykając w swoich pracach ducha gór, który nie uznaje politycznych granic. Kuratorka wystawy, Helena Skwarek, wskazuje na konkretny impuls, który stał za tą realizacją: – Posiadamy unikalną kolekcję 109 płyt akwafortowych Iwana – nie sądzę, by jakiekolwiek inne muzeum miało ich aż tyle – mówi Helena Skwarek. – W trakcie prac nad jego wystawą, narodził się pomysł na cały cykl poświęcony Bractwu św. Łukasza ze Szklarskiej Poręby, do którego należał. Iwan, jako ważny członek tego środowiska, stał się naturalnym wyborem na otwarcie cyklu, który buduje dyplomatyczny most nad wspólną historią, objęty patronatem Martina Kremera, Konsula Generalnego RFN we Wrocławiu.
W sercu wystawy bije tajemnica warsztatu i życia artysty, którą Helena Skwarek odkrywała podczas żmudnych kwerend. – Iwan po mistrzowsku operował techniką akwaforty, co widać na prezentowanych przez nas matrycach – zauważa kuratorka, wskazując na surowe piękno metalowych płyt, które przetrwały próbę czasu. I dodaje, że podczas wernisażu doszło do spotkania niemal mistycznego – z wnukiem artysty, który przyniósł nowe wieści o jego powojennych losach. – Zauważyłam, że w naszych zbiorach po okresie wysiedlenia, nie pojawiały się już żadne grafiki, tylko malarstwo Iwana. Dowiedziałam się jednak od jego wnuka, że artysta po wojnie nadal intensywnie zajmował się grafiką – to ta część jego historii, która wciąż czeka na odkrycie.
Wizja Friedricha Iwana jest dla kuratorki przede wszystkim pomostem łączącym współczesnych mieszkańców regionu z ich przeszłością, pokazuje bowiem, że Karkonosze były popularnym tematem zarówno przed wojną, jak i teraz. Według niej, urok tych prac jest na tyle uniwersalny, że nikt nie przejdzie obok nich obojętnie. – Jego prace są po prostu piękne i zrozumiałe dla
każdego, nawet jeśli ktoś nie jest znawcą sztuki. Myślę, że obie strony – polska i niemiecka – mogą być dumne, że tak zdolny twórca żył i tworzył właśnie tutaj – podkreśla Helena Skwarek.
Muzeum Karkonoskie, jako członek europejskiej federacji EuroArt, nie traktuje tej wystawy jako zamkniętego rozdziału. Współpraca ze Schlesisches Museum w Görlitz oraz wsparcie Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej pozwoliły na stworzenie projektu, który ma ambicję sięgać dalej. – Chcemy sukcesywnie opracowywać sylwetki karkonoskich malarzy, tworzących tu w okresie międzywojennym. Mamy już swoich faworytów do kolejnych edycji, choć za wcześnie na konkretne nazwiska. Musimy brać pod uwagę dostępność prac i wyniki kwerend, ale potencjał tego środowiska artystycznego jest ogromny i wart pokazania – zapowiada kuratorka.
Wystawa przypomina, że Friedrich Iwan nie tylko opisywał góry, ale tworzył ich wizualną markę, która krążyła po całym kontynencie. Jak wspomina Helena Skwarek, sam artysta był zaskoczony siłą rażenia swojej sztuki. – Ciekawostką jest, że gdy w 1936 roku płynął statkiem do Norwegii, natknął się tam na własne grafiki. To pokazuje, że dzięki technikom powielanym sztuka regionalna od dawna krążyła po Europie, budując wspólne dziedzictwo – podkreśla kuratorka.
Ta ekspozycja to dowód na to, że sztuka zrodzona w cieniu Śnieżnych Kotłów nie posiada terminu ważności. Friedrich Iwan pokazał Karkonosze światu, a dzisiejsza prezentacja jego prac przypomina, że mimo historycznych pęknięć, krajobraz kulturowy regionu pozostaje naszą wspólną, nienaruszoną własnością. Szczęśliwy, kto potrafi w tych precyzyjnych liniach akwaforty odnaleźć własne korzenie i spokój, który Iwan zamknął w miedzi blisko sto lat temu.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Termin nadsyłania zgłoszeń: 29 maja 2026 r.
Celem konkursu jest:
• nagradzanie dziennikarstwa najwyższej próby
• promowanie tematów ważnych dla relacji polsko-niemieckich
• docenianie publikacji mających realny wpływ na debatę publiczną w Polsce i/lub Niemczech.
Do konkursu można zgłaszać m.in.: reportaże (w tym śledcze i data-driven), wywiady, analizy, publicystykę oraz inne formy literatury faktu.
Możliwe formaty publikacji konkursowych:
• tekst (prasa / internet)
• audio (radio / podcast)
• wideo (telewizja / online)
• książki non-fiction.
Jury Nagrody Medialnej im. Tadeusza Mazowieckiego tworzą dziennikarze i dziennikarki oraz osobistości życia publicznego z Polski i Niemiec: Peter Frey, Grzegorz Gauden, Basil Kerski, Olaf Kühl, Magdalena Parys, Kaja Puto, Paweł Reszka, Emilia Smechowski. Przewodniczącą jury i przedstawicielką FWPN jest Dominika Kozłowska, członkini Zarządu FWPN.
W konkursie przyznawana jest jedna nagroda główna w wysokości 10.000 euro oraz do czterech wyróżnień po 2.000 euro.
Laureat/ka zostanie ogłoszony/a 27 listopada 2026 podczas uroczystości 35-lecia FWPN.
Zgłoszenia: https://nagrodamedialna.fwpn.org.pl/
Partnerem Nagrody Medialnej im. Tadeusza Mazowieckiego jest ZEIT STIFTUNG BUCERIUS.

Aleksandra Zinkiewicz
Tematem przewodnim spotkania była ,,Socjalna odpowiedzialność Kościoła – Diakonia, Caritas, Eleos”. W debacie wzięli udział: ks. Doroteusz Sawicki – duchowny Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz Dyrektor Prawosławnego Metropolitalnego Ośrodka Miłosierdzia ELEOS; dr Robert Sitarek – duchowny ewangelicki oraz dyrektor Diakonii Diecezji Wrocławskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP; Ellen Ueberschär – członkini zarządu Fundacji Stefana w Berlinie oraz Marcin Kawko – przedstawiciel Caritas Polska.
Jednym z kluczowych wątków rozmowy była „diakonia”. Co kryje się pod tym, mało znanym, pojęciem? Pochodzi ono z języka greckiego – διακονία, czyli służba. To określenie wywodzące się z Nowego Testamentu, jakie odnosi się do nieodpłatnej, bezinteresownej posługi – pomocy na rzecz potrzebujących. Taką rolę pełnią właśnie organizacje przykościelne, obecne na spotkaniu – Diakonia, Caritas oraz Eleos.
W debacie poruszono temat znaczenia tego pojęcia w poszczególnych kościołach. Przywołując myśl biblijną oraz słowa apostoła Pawła, ks. Doroteusz Sawicki przypomniał, że w ujęciu chrześcijańskim relacja z Bogiem jest nierozerwalnie związana z postawą wobec bliźniego – nie da się bowiem pokochać Boga, bez uprzedniego otwarcia się na drugiego człowieka. W tradycji prawosławnej to właśnie diakonia stanowi praktyczny sprawdzian tej miłości, będąc bezpośrednim odzwierciedleniem natury Boga, który sam jest Miłością. Perspektywę kościoła ewangelickiego przybliżył dr Robert Sitarek. Wyjaśnił on, że diakonia ma charakter ,,reaktywny” – co oznacza, że pomoc nie jest tylko suchym obowiązkiem, ale naturalną reakcją człowieka na doświadczenie wiary. I tak w tym ujęciu wiara jest impulsem (przyczyną), a konkretne działanie na rzecz potrzebujących jest jego owocem (skutkiem). Pomagamy więc nie z poczucia obowiązku czy chęci zysku duchowego ale z czystej wdzięczności za doświadczoną miłość od Boga. Reprezentujący Caritas Marcin Kawko wskazał natomiast na pojęcie sprawiedliwości społecznej. W tradycji katolickiej pomoc potrzebującym nie jest jedynie aktem dobrej woli czy jałmużną. Chodzi o sprawiedliwość, jaka nakazuje widzieć w każdym człowieku taką samą godność i dbać o to, aby nikt nie był wykluczony z dostępu do podstawowych dóbr czy wspólnoty. Dopełnieniem tych rozważań był głos Ellen Ueberschär. Podkreśliła ona, że w obliczu ludzkiego cierpienia różnice dogmatyczne schodzą na dalszy plan. Realizowanie miłości do ludzi potrzebujących wsparcia to najważniejszy punkt styku wszystkich Kościołów – miejsce, w którym ekumenizm przestaje być teorią, a staje się wspólną praktyką.
Kolejnym kluczowym zagadnieniem podjętym w toku dyskusji była ekumenia – czyli dążenie do jedności i bliższej współpracy, wewnątrz chrześcijaństwa. Wszyscy uczestnicy debaty byli zgodni co do tego, że potrzebujący powinni otrzymywać pomoc, bez względu na swoje wyznanie. Dyrektor Ośrodka Eleos zaznaczył, że pomoc jakiej udziela ta prawosławna organizacja w ok. 90% udzielana jest osobom innych wyznań, co wynika z potrzeby ekumenicznej. Marcin Kawko także podkreślił, że w Caritasie nie ma znaczenia, jakiego wyznania jest osoba potrzebująca. Taka postawa organizacji przykościelnych nabiera szczególnego znaczenia w kontekście postępującej laicyzacji społeczeństwa w krajach, takich jak Polska czy Niemcy. Według raportu CBOS¹, pt. ,,Religijność Polaków w ostatnich dziesięcioleciach” z 2024 roku, w ciągu ostatnich 30 lat odsetek osób regularnie praktykujących religię spadł z 50% do ok. 34%. Szczególnie widoczne jest to wśród młodszego pokolenia. W Niemczech proces ten przybiera nieco inny charakter. Mimo, że liczba członków Kościołów (katolickiego i ewangelickiego) spada to pozostają one w dalszym ciągu ważnym fundamentem państwa. Organizacje takie jak Diakonie Deutschland czy Caritas Deutschland są jednymi z większych pracodawców, co pokazuje, że nawet w przypadku mniejszej liczby wiernych, w dalszym ciągu ważna pozostaje odpowiedzialność socjalna kościoła.
Dyskusja nabrała tempa w momencie, gdy prowadzący postawił prowokacyjne pytanie o wizerunkowy wymiar pomocy – czy diakonia jest formą autopromocji Kościoła? Dr Robert Sitarek uznał, że w pewnym sensie tak jest – i nie widzi w tym nic złego. Według niego jest to szansa na budowanie jedności oraz wyjście z pomocą do potrzebujących. Z kolei ks. Doroteusz Sawicki podszedł do tematu ze strony duchowej, nie zgadzając się z tezą o marketingu. Podkreślił, że miłosierdzie to nie kampania wizerunkowa, ale wewnętrzna potrzeba serca: ,,Nie ponosimy odpowiedzialności za to, że obok jest chory człowiek. Ale dbając o niego, pomagamy samym sobie stać się lepszymi ludźmi”. Najbardziej pragmatyczny głos należał do Marcina Kawko. Jako osoba odpowiedzialna w Caritas Polska za komunikację i marketing, spojrzał na problem przez pryzmat skuteczności. Stwierdził wprost, że chciałby, aby diakonia była dobrą ,,reklamą” – po to, aby informacja o wsparciu docierała do każdego, kto tego potrzebuje.
Uczestnicy debaty zwrócili uwagę na jeszcze jedno, współczesne zagrożenie, jakim jest proces tzw. NGO-izacji organizacji kościelnych. Polega on na ryzyku, że instytucje takie jak Caritas, Diakonia, czy Eleos, starając się o wypełnienie wszystkich obowiązków biurokratycznych i walcząc o dotacje, staną się ,,zwykłymi” organizacjami pożytku publicznego. Przy tym, tracąc swój unikalny i duchowy fundament. Problem ten ma jednak drugą stronę – finansową. Marcin Kawko z Caritas Polska zauważył, że organizacje wyznaniowe bywają niekiedy wykluczane z dostępu do niektórych funduszy publicznych. Tymczasem, skala potrzeb jest ogromna. Aby uzmysłowić słuchaczom powagę sytuacji, przytoczono wstrząsające dane dotyczące kondycji psychicznej społeczeństwa. Zgodnie z „Raportem o Samotności” Szlachetnej Paczki², blisko jedna trzecia seniorów w Polsce doświadcza tak dojmującej izolacji, że nie ma obok siebie nikogo bliskiego. Z kolei z badania „Młode Głowy” Fundacji UNAWEZA³ wynika, że aż 69% młodzieży przed 14. rokiem życia cierpi z powodu fizycznej samotności. W dobie tak głębokiego kryzysu więzi międzyludzkich, misja Kościoła – oparta na wspólnocie i bezwarunkowej obecności – wydaje się potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
W trakcie debaty padło prowokacyjne pytanie – jakiego wyznania był miłosierny Samarytanin? Nie ma tu dobrej odpowiedzi. Bo w niesieniu pomocy nie jest kluczowe, kto jest jakiego wyznania, a to aby była ona udzielana w sposób odpowiedzialny i aby widoczne były jej efekty. Cytując słowa ojca Doroteusza: – Organizacja kościelna to organizacja nas wszystkich. Zamiast pogłębiać podziały, należy dążyć do jedności i współpracy między różnymi instytucjami pomocowymi. Symbolem tej wspólnotowości była kończąca spotkanie wspólna modlitwa ,,Ojcze Nasz”.
Debata odbyła się 12 marca, organizatorami byli parafia Ewangelicko-Augsburska Św. Trójcy w Warszawie, Berliner Dom oraz Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Całość spotkania dostępna jest na YouTube pod tym linkiem: https://www.youtube.com/live/hDkMkiWEGL8.
¹ https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2024/K_050_24.PDF
² https://www.szlachetnapaczka.pl/raport-o-samotnosci/
³ https://mlodeglowy.pl/wp-content/uploads/2023/04/MLODE-GLOWY.-Otwarcie-o-zdrowiu-psychicznym_-Raport-final.pdf
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Ishbel Szatrawska (ur. 1981) – dramatopisarka, teatrolożka i prozaiczka. Urodziła się w Olsztynie, mieszka i pracuje w Krakowie. Autorka sześciu dramatów i dwóch powieści, za ostatnią zatytułowaną „Wyrok” (wyd. Cyranka) otrzymała nominację do Paszportu „Polityki”. Jej dramat „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” (Cyranka) został uhonorowany m.in. Nagrodą Empiku oraz Literacką Nagrodą Warmii i Mazur „Wawrzyn”, a także przyniósł autorce pierwszą nominację do Paszportu „Polityki”. Dramat „Totentanz. Czarna noc, czarna śmierć” znalazł się w finale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej i na longliście Berliner Theatertreffen. W 2023 r. ukazała się jej powieść „Toń” (Cyranka) nominowana do Nagrody Conrada i Nike, przełożona na niemiecki i uhonorowana Literacką Nagrodą Warmii i Mazur „Wawrzyn”. Jest współ-adaptatorką „Krzyżaków” Sienkiewicza w reż. Jana Klaty w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie.
Rainer Merkel – ur. w 1964 roku w Kolonii, studiował psychologię i historię sztuki i mieszka w Berlinie. W latach 2008–2009 pracował dla Cap Anamur w jedynym szpitalu psychiatrycznym Liberii. W wydawnictwie S. Fischer ukazały się jego powieści: Das Jahr der Wunder (2001), za którą otrzymał nagrodę Fundacji Jürgena Ponto, Das Gefühl am Morgen (2005), Lichtjahre entfernt (2009), która znalazła się na krótkiej liście do Deutscher Buchpreis, Bo (2013), Stadt ohne Gott (2018) oraz reportaże Das Unglück der anderen. Kosovo, Liberia, Afghanistan (2012) i Go Ebola Go. Eine Reise nach Liberia (2014). W 2013 roku Rainer Merkel został uhonorowany Nagrodą im. Ericha Frieda.
Stypendium im. Albrechta Lemppa przeznaczone jest dla pisarzy i pisarek z Polski i Niemiec oraz dla niemieckich tłumaczy i tłumaczek literatury polskiej i polskich tłumaczy/tłumaczek literatury niemieckojęzycznej.
Jego celem jest doskonalenie sztuki przekładu i pisania w duchu standardów literackich i translatorskich bliskich Albrechtowi Lemppowi oraz upamiętnienie jego wkładu do polsko-niemieckiej wymiany literackiej.
Na program stypendialny składają się rokrocznie jednomiesięczne pobyty w kraju sąsiada: w Literarisches Colloquium Berlin i w Krakowie.
Z Polski i Niemiec nadeszły 93 zgłoszenia od pisarzy/pisarek i tłumaczy/tłumaczek literatury. W skład jury weszli przedstawiciele fundatorów: Jürgen Jakob Becker (LCB), Joanna Czudec (FWPN), Łucja Gawkowska (IK).
Więcej o Stypendium: https://fwpn.org.pl/dotacje/stypendia-i-konkursy/stypendium-im-albrechta-lemppa/
***
Albrecht Lempp (1953-2012) był wybitnym popularyzatorem literatury polskiej w Niemczech i jej tłumaczem. Przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej i wniósł wielki wkład w rozwój relacji polsko-niemieckich. Tworzył fundamenty nowoczesnego systemu promocji Polski przez literaturę. Jako współtwórca Instytutu Książki otrzymał Nagrodę Transatlantyk przyznawaną za zasługi w tej dziedzinie.








W cyklu Czytelnia / Leseraum gościliśmy 17 marca literacką premierę. Maciej Falkowski przedstawił w rozmowie ze Stasią Budzisz swój najnowszy reportaż „Nasi Niemcy” (Wydawnictwo Czarne).
Tych, którzy lekturę mają jeszcze przed sobą, zapewniamy, że książka spełnia to, co zapowiada jej tytuł. Dowiemy się z niej, kim byli Głuchoniemcy, Olendrzy, Bambrzy, jakimi ścieżkami chadzali mennonici i co ma wspólnego Łańcut z Landshut. Książka Macieja Falkowskiego opowiada o sąsiedztwie i wspólnocie poza polityką, ale i o tym jak (niekiedy) trudno „całkowicie oprzeć się duchowi swoich czasów” (Frankl). O tym, co z przeszłości zostało i dlaczego warto ją znać.
Naszej niezawodnej publiczności dziękujemy za przybycie i cieszymy się już na kolejne spotkania w cyklu Czytelnia / Leseraum.
Stay tuned!
Zdjęcia @FWPN/Daniel Król
Joanna Dziewońska
„Miłującym pokój ludziom wszelkich ras, religii, poglądów politycznych i filozoficznych.” – tymi słowami zadedykował słuchaczom swoją Procesję dla Pokoju Andrzej Panufnik – polski kompozytor, który większość życia spędził w Wielkiej Brytanii. Uciekł tam przed komunistycznym reżimem, wyklęty przez PRL-owską władzę. Na emigracji tworzył utwory, które dotykały wartości bliskich jego sercu – takich jak pokój czy wolność.
Jego kompozycje, obok utworów Mieczysława Wajnberga, Siergieja Prokofiewa i Dymitra Szostakowicza, zagrała 15 marca 2026 roku w Teatrze Wielkim Sinfonia Varsovia podczas koncertu urodzinowego z okazji 42. rocznicy powstania tej orkiestry. Zabrzmiała muzyka twórców, których połączyło bycie na cenzurowanym władzy komunistycznej i starania, by tę – przynajmniej artystyczną – cenzurę przekraczać. Koncert poprzez dźwięki opowiadał o życiu w cieniu wojny, rewolucji i terroru. O presji nakładanej na artystów. I o formach artystycznego sprzeciwu.
Muzycy Sinfonii Varsovii pod batutą Thomasa Sanderlinga zabrali słuchaczy w podróż po różnych kulturach i ludzkich doświadczeniach, które miały jednak wspólny mianownik.
Na początek Koncert wiolonczelowy Mieczysława Wajnberga wykonał razem z orkiestrą niezwykle ceniony wiolonczelista Marcel Markowski. Utwór ten – inspirowany muzyką żydowską – był liryczną opowieścią, w której dało się odnaleźć odbicie niełatwego życia kompozytora. Życia naznaczonego wojną, emigracją i antysemickimi nastrojami. Procesja dla Pokoju Panufnika stanowiła swego rodzaju motto całego wydarzenia – przypominała o wartościach uniwersalnych, które warto pielęgnować w każdej epoce. Klamrę kompozycyjną koncertu stanowiły symfonie rosyjskich wirtuozów – Siergieja Prokofiewa i Dymitra Szostakowicza. Symfonie ogromnie w ich dorobku ważne – zaskakujące, napisane wbrew oczekiwaniom publiki, ale po latach niezwykle cenione.
Każdy z kompozytorów stanął na pewnym etapie swojego życia przed decyzją o poddaniu lub niepoddaniu się presji władzy. Były to decyzje, które z brutalną nieodwoływalnością wpływały na ich życie. Andrzej Panufnik nie podporządkował się cenzurze, ale oznaczało to dla niego konieczność opuszczenia Polski. Wykonywanie jego kompozycji objęto w Polsce zakazem. Na dziesięciolecia zniknął więc z mapy rodzimej muzyki.
Mieczysław Wajnberg – polski wirtuoz o żydowskim pochodzeniu, który już w 1939 roku zmuszony był do ucieczki z kraju – został w 1953 roku aresztowany przez władze radzieckie. Prezentacji jego dzieł zakazano już pięć lat wcześniej.
Podobnie stało się z utworami Siergieja Prokofiewa, które zostały w ZSRR uznane za zbyt awangardowe i wykreślone z repertuarów w 1948 roku.
Twórczość Dymitra Szostakowicza balansowała z kolei między zakazami a zachwytami władz ZSRR. On jednak przez całe życie tworzył – poza dziełami, które podobały się partyjnym dygnitarzom – również nieprzedstawiane szerszej publiczności utwory niepoddające się wpływom politycznym.
Koncert Sinfonii Varsovii był więc wyrazem sztuki niepokornej. Narracją o wysiłkach w zachowaniu autonomii twórczej w czasach terroru. Jak wiadomo, muzyka łagodzi obyczaje, ale może też opowiadać historie. W tym przypadku historie o próbach cenzurowania sztuki, o próbach odbierania artystom głosu. I o – mniej lub bardziej jawnym – oporze przeciwko takim próbom. Oporze, który może stanowić inspirację dla kolejnych pokoleń twórców i wskazywać, jak pozostawać wiernym prawdzie.
Koncert urodzinowy Sinfonii Varsovii był współfinansowany przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Marcin Mikielski
„Koniec z urlopem we wschodnich Niemczech. Nie jadę do tych nazistów”. Stara, nieistniejąca granica dzieląca komunistyczny wschód od demokratycznego zachodu wciąż przypomina Niemcom o ich skomplikowanej przeszłości. Chociaż mur z drutem kolczastym i szeregiem wież wartowniczych został zburzony ponad 35 lat temu, różnice pozostały i mają się dobrze.
Lata transformacji gospodarczej tuż po zjednoczeniu dla wschodnich landów nie były okresem prosperity. Dla Ossis (jak potocznie nazywa się mieszkańców byłej NRD) oznaczały zamykanie nierentownych fabryk, co wiązało się ze stratą pracy oraz rosnącym bezrobociem. Popularność idei zachodniego kapitalizmu, z którą ludzie wiązali duże nadzieje, rozczarowywała, budząc poczucie niesprawiedliwości i tęsknoty za „dobrymi”, „stabilnymi” czasami.
Dla Wessis (termin odnoszący się do mieszkańców RFN) ukształtowanych w zupełnie innych warunkach, wschodnie landy stanowiły coś nieznanego, nieoczywistego, a jednocześnie tak bardzo bliskiego. To oni mieli pomóc swoim wschodnim towarzyszom odnaleźć się w nowym systemie, stać się symbolem zamożnego Niemca, z dobrym samochodem i stabilną pracą.
Jednak zjednoczenie dla wschodu bardziej przypominało wcielenie. Zatarta granica państwowa nie doprowadziła do zatarcia się granicy mentalnej i tożsamościowej. Trauma transformacji nadal oddziałuje, a podział, choć niewidoczny na mapie, wciąż jest obecny w doświadczeniu społecznym. Niezadowolenie podsycane kolejnymi kryzysami politycznymi i stagnacją gospodarczą wyznacza dziś nowe linie tego podziału. Jaka jest dziś alternatywa dla rozczarowanych, zbuntowanych Ossis? Ta alternatywa to bunt i rewolucja przeciwko elitom – to Alternatywa dla Niemiec.
Dominujący stereotyp partii neonazistów z AfD to już niemal etykieta Wschodu, ale czy ta uproszczona wersja zdarzeń wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością? A może to AfD, polityczne dziecko wschodu, wprowadza się także na zachód i przekształca Republikę? Jak jest naprawdę?
Łukasz Grajewski nie daje nam prostych odpowiedzi. Jego książka „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę” jest wielowątkową historią partii układającą się w chronologiczną całość. Równolegle z rozwojem wydarzeń obserwujemy w niej klimat minionych dni, a Grajewski dokładnie szkicuje portrety swoich bohaterów, od „szarych” obywateli wspierających partię, po jej elity intelektualne i przywódców. Nie są to bohaterowie odizolowani od rzeczywistości, swoich emocji i uczuć, a także decyzji życiowych, jakie podejmują.
Historie o jakich można przeczytać w książce oddają specyfikę debaty politycznej toczącej się w RFN. Kryzys migracyjny, koronawirus, ataki terrorystyczne, recesja gospodarcza – to wszystko zmieściło się w 13-letniej historii Niemiec z AfD, usianej wzlotami i upadkami. Czytelnik z pewnością znajdzie coś dla siebie, samodzielnie kształtując własny odbiór. Pomocne w zrozumieniu szerokiego kontekstu książki było spotkanie autorskie z Łukaszem Grajewskim w warszawskiej księgarni Big Book Cafe, 25 lutego 2026 roku, które poprowadziła Agnieszka Lichnerowicz (dziennikarka radia TOK FM).
AfD, zwana „Niebieskimi” od wiodącego koloru, jakim się posługują, od zawsze się wyróżniała. Jako jedyna partia w obecnej kadencji Bundestagu nie jest jeszcze pełnoletnia. A przeciwników ma już dojrzałych – Socjaldemokratyczna Partia Niemiec liczy sobie ponad sto lat. Także „Czarni” (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) i „Zieloni” (Die Grünen) są już dawno zespoloną częścią parlamentu. Najbliżej niebieskim (jak określa się AfD) jest do Die Linke (19 lat), chociaż to zupełnie przeciwny biegun polityczny. Wyborcy AfD to duża mieszanina, wcale nie tak jednorodna.
Zwolennikami Alternatywy jak najbardziej są młodzi. To także mieszkańcy miast, niebogatych dzielnic-blokowisk. Nieufni wobec systemu, mający za nic poprawność polityczną. Nie brakuje też osób starszych, jak i przedstawicieli mniejszych miejscowości. Są także Ruslanddeutsche – potomkowie niemieckich osadników ze Wschodu, którzy wrócili do heimatu w latach 90-tych.
Spoiwem jest skrajna antyimigranckość. Silna w byłej NRD ze złożoną historią, gdzie od lat organizowane są protesty i marsze. „Rewolucja” na wschodzie odbywa się także z (nie?)proszonymi gośćmi. Na ulicach Drezna, Chemnitz, Lipska czy Budziszyna przy różnych okazjach widoczni są radykałowie, przedstawiciele skrajnej prawicy. Z czarno-biało-czerwonymi flagami Cesarstwa Niemieckiego i hasłami nawiązującymi do „dziedzictwa” III Rzeszy.
Kadry niebieskich to również mieszanka. Czasami wybuchowa i skonfliktowana wewnętrznie. Łukasz Grajewski wspominał: – Rozluźniają się, gdy wyłączasz mikrofon, mówili to, co chcieli, a w większości odpowiedzi przy włączonym dyktafonie sytuację referowali tak samo, jak nauczono ich w takich przypadkach. Intrygujące pozostaje to niezarejestrowane, mrożące krew w żyłach. Jeden taki po długiej rozmowie zapędził się w rozważania na temat III Rzeszy i niemieckiej kultury wykraczającej „daleko” poza granice obecnych Niemiec. W tym przypadku nie była to polityczna agitacja, a świadome działanie.
Nowy mur narastający przez ostatnią dekadę również zaczyna się chwiać. Ale „zjednoczenie” przychodzi z zupełnie innego kierunku. Na zachodzie powoli pojawiają się niebieskie wysepki, ugruntowane już na wschodzie. Niebieska wysypka atakuje cały niemiecki organizm. Kto w końcu spodziewałby się szybkiego wzrostu notowań partii także tu, w postindustrialnym Zagłębiu Ruhry, części jednego z największych i najbogatszych landów Niemiec – Nadrenii Północnej Westfalii. AfD na razie nie jest zagrożeniem dla świata, ale już niedługo będzie nim dla Niemiec. Łukasz Grajewski w porównywaniu historii AfD do NSDAP jest ostrożny. – Przyglądajmy się jej uważnie, z dystansem, mając w głowie konsekwencje politycznej radykalizacji – podkreśla.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Publikacja książki Łukasza Grajewskiego powstała przy wsparciu stypendium dziennikarskiego Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, której przedstawiciele także wzięli udział w premierze.
Wojciech Walczak
Konferencja odbyła się nie bez przypadku w Częstochowie. To właśnie to miasto jako pierwsze w Polsce wprowadziło PLLuM, czyli polską sztuczną inteligencję do administracji publicznej. Stało się tym samym pionierem w użyciu tej technologii i przykładem, że stworzone w Polsce systemy informatyczne mogą pomóc skutecznie usprawnić funkcjonowanie naszych instytucji państwowych.
I to właśnie ten temat – czy i jak AI może zapewnić obywatelom dobrą administrację, dominował na konferencji. Tak jak w Częstochowie, sztuczna inteligencja może pomóc usprawnić działania administracyjne, jak chociażby tłumaczenie i opracowywanie dokumentów czy kontakt z obywatelami. Jak zaznaczył Gerrit Manssen, profesor budownictwa z Uniwersytetu w Regensburgu – AI posiada ogromny potencjał możliwości m.in. w planowaniu urbanizacyjnym miast poprzez łatwe tworzenie wizualizacji czy analizę generowania hałasu w danym terenie (co może pozwolić uniknąć pozwów sądowych w związku z nadmiernym hałasem).
Podkreślił on jednak, co uważam za kluczowe w tej, jak i innych dyskusjach, że większość tych cudownych założeń o AI jest, jak na razie, czysto teoretyczna i żadne z takich narzędzi nie zostało jeszcze użyte w praktyce w Niemczech. Niemcy są zresztą w tym obszarze specyficznym przypadkiem, bo mimo że są bogatym i rozwiniętym państwem, to jednocześnie są wciąż w tyle w kwestii cyfryzacji. Jak śmiał się Gerrit Manssen, niemiecka administracja dopiero niedawno „odkryła” istnienie Internetu, a starodawne narzędzia, jak faks czy papierowe plany miast, są wciąż powszechnie stosowane, nawet w tak dużych miastach, jak Monachium. W takiej sytuacji sztuczna inteligencja nie może być powszechnie wprowadzona i badana. W efekcie Niemcy stoją w tyle w wyścigu stosowania technologii, która, czy tego chcą, czy nie, i tak ich dosięgnie.
Innym, często powtarzanym tematem, był problem tego, czy i jak bardzo można ufać decyzjom i analizom algorytmów sztucznej inteligencji. Algorytmy AI w przeciwieństwie do nas są bezstronne i podejmują decyzje tylko i wyłącznie na podstawie danych, a nie jak często ludzie, w oparciu o emocje. Jednocześnie ktoś ten algorytm musi tymi danymi „nakarmić” i tutaj już możemy nie uniknąć stronniczości. Jeżeli odpowiedni system zostanie wyszkolony na np. opiniach obywateli o skrajnie prawicowych poglądach, to system AI będzie później wykazywać takie tendencje. Jak zaznaczyli Ksenia Kakareko (profesor prawa mediów z Uniwersytetu Warszawskiego) i Jacek Sobczak (profesor prawa z Uniwersytetu Vizja w Warszawie), komunikacja ryzyka w kontekście AI musi być rozpatrywana w trzech aspektach: jawności (jak AI prowadzi analizę i jak rozliczane są błędy popełnianie przez AI), proporcjonalności (czyli równowagi między kontrolowaniem AI bez nadmiernej ingerencji w jego funkcjonowanie) oraz wolności (zapewnienie wolności wypowiedzi z równoczesną walką z dezinformacją). Wszyscy prelegenci mieli jednak zgodną opinię – AI jest tylko narzędziem i ostateczna decyzja zawsze musi leżeć w rękach człowieka.
Sztuczna inteligencja już tu jest i nie mamy innego wyboru, jak nauczyć się korzystać z tej technologii. Do tego jednak potrzebujemy odpowiednich ram prawnych. Konkretne prawa, ustawy i instytucje państwowe umożliwią nam wykorzystanie AI do walki z nadchodzącym kryzysem klimatycznym, jednocześnie niwelując związane z tą technologią zagrożenia. Przykładem może być chociażby wspomniana w materiałach konferencyjnych „Strategia Kontynenty AI” Komisji Europejskiej z grudnia 2024 roku. Jest to projekt mający na celu uczynienie Europy światowym liderem w dziedzinie technologii sztucznej inteligencji. Cel ten ma być osiągnięty poprzez m.in. budowę i rozwój europejskiej infrastruktury AI, wdrażanie tej technologii do kolejnych gałęzi europejskiego przemysłu i pomoc prawną dla przedsiębiorców.
Jest jednak jedna rzecz, której wyraźnie zabrakło na konferencji. Tylko jeden prelegent, Jarosław Krzywański z Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie, wspomniał o paradoksie stosowania AI do walki ze zmianami klimatu. Paradoks ten polega na tym, że centra sztucznej inteligencji, dzięki którym ta technologia może działać, wywołują ogromne szkody środowiskowe, poprzez zużywanie dużych ilości wody i wydzielanie horrendalnych ilości dwutlenku węgla do atmosfery. Byłem wyraźnie zawiedzony, kiedy poza tą jedną wypowiedzią nie zostało to ani razu wspomniane na konferencji.
Międzynarodowa konferencja pt. „Zastosowanie sztucznej inteligencji w administracji publicznej oraz wysiłkach przeciwdziałania zmianom klimatycznym w miastach w Polsce i Niemczech – wymiana doświadczeń i postulaty na przyszłość” odbyła się w Częstochowie w dniu 27 lutego 2026 r. Projekt współfinansowany był przez Fundację Współpracy Polsko – Niemieckiej, a w konferencji wzięli udział naukowcy z polskich i niemieckich uniwersytetów oraz wice prezydent Częstochowy, dr Ryszard Stefaniak.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska