(Nie) pamięć o (nie) istniejącej ziemi

O Prusach Wschodnich powstało już wiele narracji. „Ziemie utracone” dla Niemców stały się „odzyskanymi” dla Polaków. Jak zapamiętał czasy swojego dzieciństwa wschodniopruski arystokrata kultywujący przekazywaną z pokolenia na pokolenie miłość do jeździectwa i przywiązanie do swego rodowodu? O tym pisał Hans Lehndorrf w niedawno opublikowanych „Wspomnieniach z Prus Wschodnich".

Julia Woszczek

Nakładem Fundacji Ośrodka KARTA oraz dzięki dofinansowaniu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej ukazały się wyżej wymienione „Wspomnienia…” w tłumaczeniu Magdaleny Lobert oraz wcześniejszy „Dziennik z Prus Wschodnich”. Wokół nich 21 kwietnia 2026 roku odbyło się spotkanie zorganizowane przez Zakład Studiów nad Niemcami Instytutu Studiów Politycznych PAN.

O zawiłych ścieżkach, którymi podąża nasza pamięć rozmawiali prof. Piotr Madajczyk, kierownik Zakładu Studiów nad Niemcami PAN, naukowo zajmujący się stosunkami polsko-niemieckimi oraz Europą Środkowo-Wschodnią, współautor niedawno opublikowanej pracy nt. migranckich rodzin polsko-niemieckich oraz prof. Robert Traba, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, badawczo zainteresowany pamięcią zbiorową i historią kulturową, o czym pisał w niedawno wydanej książce „Rok 2025. Jak historia staje się pamięcią”.

„Wspomnienia…” zostały napisane przez wschodniopruskiego arystokratę, świadka systematycznego przejmowania władzy w Niemczech przez nazistów i postępującej faszyzacji społeczeństwa, który w wyniku wojny stracił trzech braci, został wysiedlony z Prus Wschodnich, ziemi, z którą jego przodkowie związani byli od XV wieku.

Dlaczego człowiek z takim bagażem historycznych doświadczeń swoje wspomnienia rozpoczyna od 150-stronicowego opisu… koni? Jaką funkcję pełnią sielankowe opisy kraju lat dziecinnych, w którym wydarzeniem odbijającym się najgłośniejszym echem jest przyjście na świat zdrowego i silnego trakena*? Prof. Robert Traba postawił sprawę jasno, podkreślając, że nie ma prawdziwej pamięci ani prawdziwej prawdy. Von Lehndorff pisał „Wspomnienia…” z perspektywy czasu, w przeciwieństwie do „Dziennika…”, który jest bieżącym zapisem zdarzeń i jeszcze nie ostudzonych emocji. Późniejsza książka w głównej mierze opisuje dzieciństwo i młodzieńcze lata w Trakenach, Januszewie i Sztynorcie, gdzie uczył się jazdy konnej, spędzał czas z matką i rodzeństwem, a każda osoba związana z tym miejscem kojarzy mu się z domem i bliskością. Dla von Lehndorffa drugorzędne znaczenie ma to, jak wpływowym politykiem był jego dziadek, czy to, jak zacofane pod względem gospodarczym były Prusy Wschodnie – zdaje się, że o tym zapomina. Piotr Madajczyk tę idealizację rozumie jako celowy zabieg, który służy opowiedzeniu perspektywy autora.

Świat wyścigów, polowań, szczerej radości czerpanej z relacji z końmi, które traktowano niemal na równi z człowiekiem, czekał jednak rychły upadek, do którego arystokraci w ogóle nie byli przygotowani.

Czy wolno nam dzisiaj oceniać Hansa von Lehndorffa? Na to trudne pytanie starali się odpowiedzieć prelegenci wraz z uczestnikami spotkania. Robert Traba w posłowiu uzupełnia „Wspomnienia…” kontekstami, o których autor nie pisze wprost, dotyczącymi na przykład powiązania członków rodów arystokratycznych z NSDAP. Postawę samego Hansa von Lehndorffa wobec nazizmu można określić jako niesmak i zdystansowanie człowieka pochodzącego z wyższego szczebla. Autor „Wspomnień…”, niezaangażowany politycznie, opowiedział się przeciwko Hitlerowi wymownym gestem odmowy, tj. rezygnacją z udziału w igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Był on także związany z tzw. Kościołem Wyznającym, który sprzeciwiał się „aryzacji” i antysemityzmowi, i stanowił opozycję wobec pronazistowskich Deutsche Christen (Niemieckich Chrześcijan). O tych kwestiach, a także o wydarzeniach determinujących dalsze losy całej Europy ze „Wspomnień…” niestety nie dowiemy się zbyt wiele. Naszym zadaniem jako czytelników nie jest jednak osądzanie, lecz zrozumienie postawy autora, który ma przecież prawo do subiektywnego rozpatrywania dziejów własnego życia.

Książki von Lehndorffa warto czytać, przykładając do nich krytyczną matrycę. Ich autor jest reprezentantem ekonomicznej elity z kapitałem kulturowym, który diametralnie różni się od tego reprezentowanego przez nieuprzywilejowane grupy społeczne. „Wspomnienia…” nie odkryją przed czytelnikami historyczno-społecznego tła XX-wiecznych wydarzeń, które odcisnęły piętno na całej Europie. Lehndorff pozostawia po sobie dziedzictwo wschodniopruskiej konserwatywnej arystokracji, jej etosu oraz spoglądania na świat z wieży z kości słoniowej zbudowanej na fundamentach wielowiekowej tradycji, której mury czasem nie przepuszczają trudnej prawdy.

*traken – rasa konia pochodzenia staropruskiego, nazwa pochodzi od stadniny założonej przez Fryderyka Wilhelma I w 1732 roku.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska