drukuj

Prawda, która wychodzi na światło dzienne

Cztery kobiety, których losy splatają się z trudną historią Niemiec od początku XX w. aż do współczesności. Reżyserka „Wpatrując się w słońce” Masha Schilinski sięga po ich kobiece lęki oraz traumy, by przepuścić je przez własną wrażliwość. Wychodzi z tego obraz subtelny, ale zarazem będący stanowczym głosem na temat przemocy.

Mucha. Mucha widzi. Przylatuje i odlatuje. Zbliża się do policzka bohaterki, a następnie wzbija w powietrze. Dotyka zmarłego, irytuje żywego. Ktoś jej się tylko przypatruje, a mniej cierpliwy odpędza dłonią. W filmie „Wpatrując się w słońce” Maschy Schilinski poznajemy świat w pewnym stopniu dosłownie, a w pewnym metaforycznie, patrząc na niego właśnie oczami muchy. Mucha bowiem zachowuje się dokładnie jak kamera. Nie tylko widzi, ale przeciska się nawet przez drzwi, które są na pozór zamknięte.

Niemiecka reżyserka z jej perspektywy pokazuje różne fragmenty życia swoich bohaterek. Korzysta z mozaikowej narracji, by ukazać niełatwe losy czterech kobiet na przestrzeni paru pokoleń. Wszystkie łączy dom w regionie Altmark, w którym każda z nich mieszka w innym czasie.

Zmieniająca się sytuacja Niemiec wpływa na losy i działania każdej z głównych bohaterek  Opowieść obejmuje okres od początków XX w. aż po obecne czasy, a więc: I wojnę światową, II wojnę światową, podział Niemiec na RFN i NRD, i wreszcie łatwiejsze nieco czasy współczesne. Dla Schilinski historia Niemiec staje się tłem, na którym przedstawia szersze, egzystencjalne tematy. 

Najistotniejszym z nich jest kobiecość. Reżyserka koncentruje się na jej najbardziej traumatycznym obliczu związanym z przemocą, jakiej w różnych formach kobiety doświadczają. Konkluzja jest ponura – narażenie na nią zdaje się przechodzić mimochodem z jednej bohaterki na drugą, pomimo upływu czasu. Nie mamy tu jednak do czynienia z naturalistycznym zobrazowaniem przemocy, czy związanego z nią wstydu i strachu, a niesamowicie subtelnym. Reżyserka otula swoje postaci zrozumieniem, ciepłem i troską. Widać to po samym sposobie nakręcenia produkcji - ziarnistość kadru, zdjęcia kręcone kamerą otworkową, czy sposób budowania obrazu i dbałość o najmniejsze detale. Trudno widzowi pozostać obojętnym na taki majstersztyk wizualny. Powoli, stopniowo zatapia się w historii naszych zachodnich sąsiadek i zaczyna rozumieć ich świat.

Argumentem przeciw temu obrazowi mógłby być fakt, że w kinie pełno jest filmów o trudnej sytuacji kobiet, czy to ukazanej z współczesnej perspektywy, czy historycznej. To temat, po który twórcy oraz twórczynie sięgają nieustannie. Można wspomnieć chociażby o stosunkowo niedawnych produkcjach, tj.:  dobitnym „Domu dobrym” Wojtka Smarzowskiego, budzącym nadzieję „Jutro będzie nasze” Paoli Cortellesi lub „Rzeczach niezbędnych” Kamili Tarabury.

„Wpatrując się w słońce” ma w sobie jednak metafizyczną siłę, którą rzadko kiedy napotykamy w codziennej narracji. W świecie epatującym w mediach sprawami takimi,  jak historia Gisele Pelicot, akta Epsteina czy rozbieranie kobiet (i nie tylko ich) za pomocą sztucznej inteligencji - potrzebny jest czuły, ale stanowczy głos. I właśnie nim przemawia Mascha Schilinski. 

Tegoroczna edycja Tygodnia Filmu Niemieckiego rozpoczęła się 23 stycznia i potrwała aż do 5 lutego, goszcząc w dziesięciu największych miastach w Polsce. Przegląd kina naszego zachodniego sąsiada zorganizowały Dom Norymberski w Krakowie, Goethe Institut Warschau oraz Konsulat Generalny Niemiec we Wrocławiu, przy wsparciu finansowym Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Więcej informacji o projekcie można znaleźć na oficjalnej stronie organizatora: https://tydzien-filmu-niemieckiego.pl/#niemieckiego

Tekst: Katarzyna Georgiev

Redakcja: Agnieszka Wójcińska