Karkonoski rylec i europejski dialog. Friedrich Iwan w Muzeum Karkonoskim

Karkonosze to nie tylko surowy granit i czerń kosodrzewiny. To przede wszystkim przestrzeń, w której przez dekady polsko-niemiecki dialog kulturowy zapisywany był nie słowem, lecz precyzyjnym cięciem rylca i miękką plamą akwareli. W Muzeum Karkonoskim w Jeleniej Górze otwarto ekspozycję, która wyciąga regionalną twórczość z cienia lokalności, stawiając ją w pełnym świetle europejskiego kontekstu.

Mikita Tsiabus

Wystawa poświęcona Friedrichowi Iwanowi to nie tylko hołd dla artysty; to otwarcie cyklu, który ma na nowo zdefiniować fenomen tutejszej kolonii artystycznej z początku ubiegłego stulecia.

Friedrich Iwan, który związał swój los z regionem w 1922 roku, stał się kronikarzem tutejszego pejzażu, zamykając w swoich pracach ducha gór, który nie uznaje politycznych granic. Kuratorka wystawy, Helena Skwarek, wskazuje na konkretny impuls, który stał za tą realizacją: – Posiadamy unikalną kolekcję 109 płyt akwafortowych Iwana – nie sądzę, by jakiekolwiek inne muzeum miało ich aż tyle – mówi Helena Skwarek. – W trakcie prac nad jego wystawą, narodził się pomysł na cały cykl poświęcony Bractwu św. Łukasza ze Szklarskiej Poręby, do którego należał. Iwan, jako ważny członek tego środowiska, stał się naturalnym wyborem na otwarcie cyklu, który buduje dyplomatyczny most nad wspólną historią, objęty patronatem Martina Kremera, Konsula Generalnego RFN we Wrocławiu.

W sercu wystawy bije tajemnica warsztatu i życia artysty, którą Helena Skwarek odkrywała podczas żmudnych kwerend. – Iwan po mistrzowsku operował techniką akwaforty, co widać na prezentowanych przez nas matrycach – zauważa kuratorka, wskazując na surowe piękno metalowych płyt, które przetrwały próbę czasu. I dodaje, że podczas wernisażu doszło do spotkania niemal mistycznego – z wnukiem artysty, który przyniósł nowe wieści o jego powojennych losach. – Zauważyłam, że w naszych zbiorach po okresie wysiedlenia, nie pojawiały się już żadne grafiki, tylko malarstwo Iwana. Dowiedziałam się jednak od jego wnuka, że artysta po wojnie nadal intensywnie zajmował się grafiką – to ta część jego historii, która wciąż czeka na odkrycie.

Wizja Friedricha Iwana jest dla kuratorki przede wszystkim pomostem łączącym współczesnych mieszkańców regionu z ich przeszłością, pokazuje bowiem, że Karkonosze były popularnym tematem zarówno przed wojną, jak i teraz. Według niej, urok tych prac jest na tyle uniwersalny, że nikt nie przejdzie obok nich obojętnie. – Jego prace są po prostu piękne i zrozumiałe dla

każdego, nawet jeśli ktoś nie jest znawcą sztuki. Myślę, że obie strony – polska i niemiecka – mogą być dumne, że tak zdolny twórca żył i tworzył właśnie tutaj – podkreśla Helena Skwarek.

Muzeum Karkonoskie, jako członek europejskiej federacji EuroArt, nie traktuje tej wystawy jako zamkniętego rozdziału. Współpraca ze Schlesisches Museum w Görlitz oraz wsparcie Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej pozwoliły na stworzenie projektu, który ma ambicję sięgać dalej. – Chcemy sukcesywnie opracowywać sylwetki karkonoskich malarzy, tworzących tu w okresie międzywojennym. Mamy już swoich faworytów do kolejnych edycji, choć za wcześnie na konkretne nazwiska. Musimy brać pod uwagę dostępność prac i wyniki kwerend, ale potencjał tego środowiska artystycznego jest ogromny i wart pokazania – zapowiada kuratorka.

Wystawa przypomina, że Friedrich Iwan nie tylko opisywał góry, ale tworzył ich wizualną markę, która krążyła po całym kontynencie. Jak wspomina Helena Skwarek, sam artysta był zaskoczony siłą rażenia swojej sztuki. – Ciekawostką jest, że gdy w 1936 roku płynął statkiem do Norwegii, natknął się tam na własne grafiki. To pokazuje, że dzięki technikom powielanym sztuka regionalna od dawna krążyła po Europie, budując wspólne dziedzictwo – podkreśla kuratorka.

Ta ekspozycja to dowód na to, że sztuka zrodzona w cieniu Śnieżnych Kotłów nie posiada terminu ważności. Friedrich Iwan pokazał Karkonosze światu, a dzisiejsza prezentacja jego prac przypomina, że mimo historycznych pęknięć, krajobraz kulturowy regionu pozostaje naszą wspólną, nienaruszoną własnością. Szczęśliwy, kto potrafi w tych precyzyjnych liniach akwaforty odnaleźć własne korzenie i spokój, który Iwan zamknął w miedzi blisko sto lat temu.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska