Mikita Tsiabus

Rejs startował z Giżycka, do którego jechaliśmy autokarem z Warszawy. W autobusie usiadłem obok Nikolasa i od razu zaczęliśmy rozmawiać. Choć gadaliśmy po angielsku, w pewnym momencie rzucił zdanie, że urodził się… w Giżycku. Jak to? Przecież kiedy pytałem go na początku, skąd jest, mówił, że z Niemiec! Okazało się, że przyjechał w składzie niemieckiej ekipy, bo na co dzień razem z rodziną mieszka i pracuje w Niemczech. W gruncie rzeczy to jednak polski Niemiec (albo niemiecki Polak) – urodził się właśnie tutaj, w stolicy Mazur, zna polski i swobodnie nim włada. Co więcej, na ten obóz jedzie już kolejny raz i jest doświadczonym żeglarzem. Przez całą drogę opowiadał o Giżycku jak lokalny przewodnik i wspomniał, że następnego dnia zrobi nam oprowadzanie.

I rzeczywiście nie rzucał słów na wiatr – zorganizował nam wycieczkę po mieście: zaprowadził do Twierdzy Boyen, pokazał stary most obrotowy, a nawet opowiedział lokalną miejską legendę o opuszczonej restauracji przy plaży, w którą rzekomo miał zainwestować sam Robert Lewandowski, ale jakoś nic z tego nie wyszło. Kiedy prowadzisz przez miasto grupę 30 osób tylu różnych narodowości, a do tego opowiadasz wszystko w obcym dla siebie języku, po angielsku, utrzymać ludzką uwagę bywa naprawdę trudno. Nikolas radził sobie z tym jednak genialnie. Jako prawdziwy znawca lokalnych klimatów doskonale wiedział, jakimi ciekawostkami sypnąć i pod jakim kątem przedstawić nam miasto tak, żeby nikt się nie nudził.

Po obiedzie drugiego dnia zaczęliśmy pakować się na łódki – Maxusy 33.1. Na każdej jednostce: minimum 8 osób. W sumie 5 jachtów. Mój skład wyglądał tak: Oliwier, Krystian, Wojtek i skipper Kamil – Polacy, Efe i Bora z Turcji oraz Czech Šimon i ja – reprezentant Białorusi. Ogromnym plusem było to, że organizatorzy założyli, że na każdej łodzi ma być jak najwięcej różnych nacji. Były załogi, w których każda osoba pochodziła z innego kraju. Nasza łódka okazała się wyjątkiem. Prawie ze wszystkimi, poza dwoma chłopakami z Turcji, mogłem spokojnie rozmawiać po polsku. Nawet z Šimonem z Czech, który mimo że mówił po czesku, doskonale rozumiał polski, a ja rozumiałem jego. Nasz jacht wyróżniało też to, że byliśmy jedyną załogą, która nie miała na pokładzie ani jednej dziewczyny!

Każdy, kto kiedyś żeglował, wie że czas na łodzi przypomina nieco obóz wojskowy. Brak prysznica i innych wygód, obowiązek słuchania skippera i ciągła praca na jachcie – sprzątanie, szorowanie pokładu, dyżury w kuchni i przede wszystkim żeglowanie. Nasz skipper Kamil cierpliwie uczył nas żeglarskiego fachu. Około 17:00 wpływaliśmy do portu, gdzie czekała na nas kolacja w formie szwedzkiego stołu, a po niej wieczorna integracja: ognisko, śpiewy i tańce.

Tak wyglądało pierwszych kilka dni. Później organizatorzy rejsu zaplanowali na środek dnia dodatkowe aktywności. Mieliśmy czas, żeby rzucić kotwicę na środku jeziora, wskoczyć do wody, popływać, ponurkować i urządzić improwizowane wyścigi na SUP-ach. Były dobrą rozgrzewką przed właściwymi zawodami, które odbyły się ostatniego dnia. Urządzaliśmy też regaty, w których zresztą nasza załoga za każdym razem zgarniała pierwsze miejsce! Na półmetku obozu czekał nas też ,,chrzest żeglarski’’: nocleg na dziko, bez prądu, pryszniców i jakichkolwiek wygód. Wszystko to rekompensowała jednak sauna, z której można było wskoczyć prosto do zimnego jeziora.

Żeglowanie po jeziorach było świetne i pozwoliło nam zobaczyć niesamowitą przyrodę, która jest przecież wizytówką Mazur. Jednak jachty traktowaliśmy przede wszystkim jako najprostszy, najbardziej tradycyjny sposób przemieszczania się po tym regionie. Główny cel obozu leżał bowiem gdzie indziej, ponieważ zależało nam na tym, aby na własne oczy poznać polsko-niemiecką historię tych ziem.

Swoją trasę rozpoczęliśmy od zamku w Rynie. Postawili go Krzyżacy w XIV wieku jako strażnicę na Litwinów, ale przez stulecia budynek ciągle zmieniał właścicieli. Służył jako siedziba pruskich starostów, więzienie dla kobiet, a w czasie wojny jako niemiecki obóz pracy. Jeszcze dwadzieścia lat temu działał tu Urząd Miasta. Obiekt jest więc odnowiony, a mimo to doskonale czuć w nim dawny klimat. Dziś mieści się tam hotel i restauracja, w której zresztą jedliśmy kolację. Niezwykłe uczucie: siedzisz i masz świadomość, że jesz w tej samej przestrzeni, w której wieki temu zasiadali rycerze. Po posiłku mieliśmy zorganizowane nocne zwiedzanie. Mimo że nie wszystkie pomieszczenia są udostępnione, chodzenie po długich korytarzach po zmroku robi swoje. Zobaczyliśmy dawne uzbrojenie i narzędzia tortur, dzięki czemu łatwiej było nam wyobrazić sobie codzienne życie zakonników.

Kolejnym ważnym punktem naszej historycznej trasy były bunkry w Mamerkach. Kiedy tam podpływaliśmy, zupełnie nie mieliśmy pojęcia, gdzie właściwie szukać tych obiektów. Przybiliśmy do kameralnej przystani, która sprawiała wrażenie położonej na samym końcu świata. Bunkrów nie widać z wody, więc żeby do nich dotrzeć, musieliśmy przejść około dziesięciu minut w głąb lasu. Nasza przewodnik od razu nas ostrzegła przed komarami. Miała absolutną rację. Tutejsze owady towarzyszyły nam wiernie już do końca zwiedzania.

Mamerki robią ogromne wrażenie, a ich znaczenie historyczne jest trudne do przecenienia. W latach 1940–1944 mieściła się tu Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych. To właśnie z tego miejsca dowodzono operacją „Barbarossa”, czyli atakiem na ZSRR. Zaledwie kilkanaście kilometrów stąd znajdował się Wilczy Szaniec, czyli główna kwatera samego Hitlera. W przeciwieństwie jednak do Wilczego Szańca, wycofujący się Niemcy nie zdążyli wysadzić Mamerek. Do dziś przetrwało tu ponad trzydzieści gigantycznych schronów o betonowych ścianach grubych na siedem metrów. Dużym plusem tego miejsca jest to, że nie zwiedza się tylko pustych, betonowych murów. Wewnątrz udostępnionych obiektów przygotowano ekspozycje i przejrzyste mapy. W bardzo przystępny sposób tłumaczą one historię Mazur podczas II wojny światowej.

Z Mamerkami wiąże się też jedna z największych tajemnic XX wieku, czyli poszukiwania legendarnej Bursztynowej Komnaty. Ponieważ Mamerki przetrwały wojnę w całości, przez lata szukano tu śladów Bursztynowej Komnaty. Wywożony z Petersburga skarb zaginął bez śladu, więc podejrzewano, że Niemcy ukryli go w tutejszych tunelach. Dzisiaj w jednym z schronów można obejrzeć dokładną replikę tej komnaty.

W Mamerkach stoi też 38-metrowa wieża widokowa, z której dobrze widać całą panoramę jeziora Mamry.

Następnym punktem był pałac w Sztynorcie. Od XV wieku należał do rodu von Lehndorff – jednej z najważniejszych rodzin w Prusach Wschodnich. Nas zainteresowała historia ostatniego właściciela, Heinricha von Lehndorffa. Choć sam wywodził się z pruskiej elity, dołączył do spisku na życie Hitlera. Tajne spotkania spiskowców odbywały się w pałacu w tym samym czasie, gdy w jednym ze skrzydeł mieszkał szef dyplomacji Rzeszy, Joachim von Ribbentrop. Po nieudanym zamachu w lipcu 1944 roku Lehndorffa powieszono, a jego rodzinę wywieziono do obozów. To dobrze pokazuje, że nawet wśród tutejszych arystokratów trafiali się ludzie, którzy sprzeciwiali się reżimowi.

Pałac jest w trakcie remontu i na co dzień nie wpuszcza się tu turystów. Dla nas zrobiono wyjątek. Po wnętrzach oprowadzał nas Mathias Hohl, czyli szef firmy prowadzącej tam prace konserwatorskie od 2009 roku. Na pierwszy rzut oka w środku jest surowo i ktoś mógłby zapytać, na co poszło kilkanaście lat remontu. Mathias wyjaśnił nam jednak, że budynek dosłownie się walił. Polsko-Niemiecka Fundacja Ochrony Zabytków Kultury wykonała tu ogromną pracę, żeby ten obiekt w ogóle przetrwał. Na deser Mathias pokazał nam jeszcze dwa ukryte przejścia w ścianach. Zna ich w całym budynku aż dziewięć, więc Sztynort wciąż kryje przed nami sporo tajemnic.

Do większości historycznych miejsc na naszej trasie najłatwiej dociera się właśnie od strony wody. Z tego powodu dla niemal wszystkich uczestników, poza kilkoma osobami z Giżycka czy Olsztyna, był to pierwszy raz na Mazurach. Nawet Polacy z naszej grupy przyznali, że chociaż znali ten region ze słyszenia, nie mieli pojęcia o tak skomplikowanej historii ukrytej w tutejszych lasach. Dla Niemców te krajobrazy i dzieje były w miarę bliskie, ale dla osób z Turcji, Włoch czy Tajwanu widok bezkresnych jezior był czymś zupełnie nowym. Szczerze mówili, że nie spodziewali się w Polsce tak pięknej natury i tak gościnnych ludzi. Trudno też było im uwierzyć, że w tej mazurskiej głuszy kryje się tak fascynująca przeszłość.

Gdy na koniec dopłynęliśmy do Giżycka, powitali nas członkowie klubu Rotary wraz z prezydentem Janem Ussem. Statek wycieczkowy „Olimpia” zabrał nas w rejs wokół miasta połączony z kolacją. Był to czas na podsumowanie naszych sukcesów: rozdano certyfikaty oraz nagrody dla zwycięzców wyścigów na SUP-ach i regat żeglarskich. Gdy o zachodzie słońca zeszliśmy na ląd, odbyło się ostatnie ognisko, wspólne śpiewanie i rozmowy do późnej nocy.

Siedząc przy ogniu, zaczęliśmy dzielić się szczerymi wrażeniami z całego tygodnia. Wielu uczestników przyznało, że w dzisiejszym świecie staliśmy się mocno indywidualistyczni. Żyjemy w miastach, relacje przenieśliśmy do sieci i rzadko spędzamy czas tak blisko natury. Rozmawialiśmy o tym, że nie jesteśmy już przyzwyczajeni do przebywania w grupie obcych osób, a tym bardziej do tego, by od pierwszej chwili musieć im zaufać. Na jachcie po prostu nie było innego wyjścia. Brak zasięgu, który na początku wydawał się wadą, szybko okazał się cyfrowym detoksem. Zamiast patrzeć w ekrany, musieliśmy na sobie polegać i współpracować. Świetnym dopełnieniem całego wyjazdu były też wycieczki historyczne, ponieważ dawały nam dobrą odskocznię od codziennej pracy na pokładzie. Szybko poczuliśmy, że o trudnej, polsko-niemieckiej historii zupełnie inaczej rozmawia się na żywo, stojąc na dziedzińcu dawnego zamku albo we wnętrzu schronu. W szkołach to zazwyczaj suche daty z podręcznika, do których trudno mieć jakikolwiek stosunek. Ale tutaj wchodziliśmy w miejsca, gdzie ta historia naprawdę się rozgrywała, i mogliśmy o niej spokojnie porozmawiać bez sztywności i bez akademickiego nadęcia.

Nawet po powrocie do domu rejs nie dał o sobie łatwo zapomnieć, ponieważ dopadła mnie tak zwana choroba lądowa. Przez pierwsze dni na stałym lądzie moje ciało wciąż żyło mazurską falą: kiedy stawałem pod prysznicem albo kładłem się wieczorem do łóżka, czułem, jak całe pomieszczenie lekko się kołysze, a podłoga ucieka spod nóg. 

Wyjazd nie doszedłby do skutku bez zaplecza finansowego i organizacyjnego, które zapewniły Rotariańskie Komitety Międzykrajowe Polska – Niemcy oraz Niemcy – Polska, a także Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Wsparcie tych instytucji pozwoliło stworzyć dopracowany program edukacyjny i nadać całemu wydarzeniu rangę międzynarodowego projektu historyczno-społecznego.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska


Prosimy o nadsyłanie zgłoszeń wyłącznie przez formularz internetowy w języku polskim lub niemieckim:
https://albrecht-lempp-scholarship.fwpn.org.pl/pl/
https://albrecht-lempp-scholarship.fwpn.org.pl/de/


Termin nadsyłania zgłoszeń mija 12 listopada 2026 r. O wynikach naboru fundatorzy poinformują do połowy grudnia 2026

Więcej informacji: https://fwpn.org.pl/dotacje/stypendia-i-konkursy/stypendium-im-albrechta-lemppa/

If you are a Ukrainian journalist working from Ukraine, we invite you to apply for the next edition of our scholarship program. Applications are open until October, 22.

–          up to 2,250 EUR / 10,000 PLN

–          for journalists, photo reporters and war correspondents from Ukraine

–          CONDITION: you are an Ukrainian journalist, based in Ukraine, covering the current situation in Ukraine

Please apply (in English, Polish or German) until October, 22 here: https://journalists-ukraine.fwpn.org.pl

Contact: joanna.czudec@fwpn.org.pl

Joanna Dziewońska

„Gdyby nie to miejsce, to nie moglibyśmy mówić o historii warszawskich Żydów, o historii warszawskiego getta…” – od tego zdania rozpoczęło się oprowadzanie po wystawie Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu w Żydowskim Instytucie Historycznym, które odbyło się 27 sierpnia w ramach festiwalu Warszawa Singera. Przewodniczka – Monika Iwanicka – rozpoczęła opowieść o dramatycznych losach mieszkańców warszawskiego getta od zwrócenia uwagi na przestrzeń. Przestrzeń, która stanowi najbardziej namacalny ślad minionego wieku – przeszłości, która może wydawać się odległa, ale zostawia po sobie znaki nie dające się ignorować.

Tuż obok budynku, w którym znajduje się obecnie Żydowski Instytut Historyczny, stała przed wojną Wielka Synagoga. Zbudowana w XIX wieku, stanowiła symbol judaizmu postępowego i zrzeszała warszawskich Żydów. Została wysadzona 16 maja 1943 roku przez Jürgena Stroopa w ramach ostatniego aktu tłumienia powstania w getcie warszawskim. Nie trzeba raczej nikogo przekonywać, że jest to szczególne miejsce na mapie Warszawy. Może się jednak wydawać, że obecnie trudno byłoby dostrzec choćby drobne znaki, które sugerowałyby, jakie wydarzenia miały tam miejsce ponad 80 lat temu. Tymczasem – stojąc w holu Instytutu, wystarczy zerknąć na posadzkę. Do dziś zachowały się na niej wypalone ślady powstałe w pożarze, który wybuchł po wysadzeniu Wielkiej Synagogi.

Już sam początek wystawy jest więc niczym wkroczenie w przeszłość. Pozwala zanurzyć się w dramatycznej historii, która znalazła swoje odzwierciedlenie w dokumentach, filmach, obrazach i relacjach zachowanych w przedstawianym na wystawie Archiwum Emanuela Ringelbluma. Powstało ono dzięki działaniom grupy Oneg Szabat, której członkowie z narażeniem własnego życia zbierali w warszawskim getcie dowody ludobójstwa i rejestrowali dramat setek tysięcy ludzi.

Bez wątpienia znaczący jest już sam tytuł wystawy. Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu to fragment testamentu znalezionego w zbiorach archiwum. W pełnej wersji zdanie to brzmiało: Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu, zakopaliśmy w ziemi. To właśnie te słowa witają nas po wejściu na wystawę, zapisane na ścianie w trzech językach: w jidysz, po polsku i po angielsku.

Wystawa od początku podkreśla więc swój jednoczący charakter i okazuje się pod tym względem symboliczna dla całego festiwalu Warszawa Singera, który już po raz 23. udowadnia, jak wiele łączy nas z przeszłością, jak wiele kultury i historii polskich Żydów da się odnaleźć w naszym najbliższym otoczeniu oraz jak ważne jest wzajemne zrozumienie. Festiwal od lat celebruje żydowską kulturę i zwraca uwagę zarówno na to, co przeminęło, jak i na to, co wciąż trwa. Teatr, literatura, język, tworzą przestrzeń do rozmowy o pamięci, historii i kulturze. Ta niezwykle ważna inicjatywa przypomina nam, że Warszawa pełna jest „śladów po ogniu” – choć nie zawsze tak widocznych jak te w Żydowskim Instytucie Historycznym – i śladów dawnej kultury oraz historii, o których nie wolno nam zapomnieć.

23. edycja Festiwalu Warszawa Singera odbywała się w Warszawie od 22 do 30 sierpnia 2026 roku. Została zorganizowana przez Fundację Shalom, a dofinansowana ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska

Celem konkursu jest wsparcie dziennikarzy i dziennikarek, których twórczość podnosi wiedzę Polaków i Niemców o sąsiednim kraju i pozytywnie wpływa na jakość relacji polsko-niemieckich.  

Zaproszenie kierujemy do dziennikarzy i dziennikarek z Polski i Niemiec, którzy/ które przygotowują artykuły lub reportaże (prasowe, radiowe, telewizyjne, internetowe), fotoreportaże, a także książki dotyczące:

–      wyzwań dla współpracy polsko-niemieckiej w Europie i na świecie;

–      funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego w Europie;

–      codzienności współpracy w obszarach przygranicznych;

–      ekologii, także w kontekście europejskiej polityki energetycznej

Dofinansowanie może pokryć koszty kwerendy do artykułu lub reportażu (prasowego, radiowego, telewizyjnego, internetowego), fotoreportażu, a także książki – w Polsce, Niemczech lub w krajach sąsiednich.

O stypendium mogą ubiegać się dziennikarze i dziennikarki (z dorobkiem zawodowym) mieszkający/ mieszkające na stałe w Polsce lub w Niemczech. Stypendium wynosi maksymalnie 2500 Euro (jego wysokość zależy od charakteru kwerendy).

Wniosek o przyznanie stypendium powinien zawierać CV oraz jedną reprezentatywną publikację, koncepcję planowanej pracy oraz plan kosztów.  

Wnioski prosimy składać w języku polskim lub niemieckim tutaj: https://dziennikarze-journalisten.fwpn.org.pl

Termin nadsyłania wniosków: 22 października 2026 r.

Informacji o stypendiach udziela: Joanna Czudec, tel. + 48 22 338 62 65, E-mail: joanna.czudec@sdpz.org

Aleksandra Zinkiewicz

Droga przez wyboiste korzenie, gęsty las, szum drzew, scena w stodole, środek lata. Droga, która nie lubi pośpiechu. Trzeba zwolnić, aby dać się wciągnąć w głuszę i odnaleźć Siedlisko Solniki 44. To właśnie tam odbyła się 9. Edycja Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego w Lesie – LasFest 2026. To unikatowe miejsce położone jest tuż obok Puszczy Knyszyńskiej, w samym środku lasu, z dala od miejskiego zgiełku i ludzkiego sąsiedztwa. To właśnie tutaj z inicjatywy twórców niezależnej Grupy Coincidenta, od lat odbywa się LasFest – międzynarodowe święto teatru poszukującego, eksperymentalnego, a przede wszystkim bliskiego naturze. Dyrektorem festiwalu jest Dagmara Sowa, a funkcję dyrektora artystycznego pełni Paweł Chomczyk. Tegoroczna, 9. edycja odbyła się w dniach 9-16 sierpnia pod hasłem „Edycja Dziupli”.

Jak tłumaczą organizatorzy, dziupla w ekosystemie lasu powstaje w wyniku ran, pęknięć, działania grzybów i czasu – jednocześnie stając się schronieniem, bezpieczną przystanią i miejscem, w którym rodzi się nowe życie. W kontekście sztuki staje się metaforą twórczego schronu, przestrzeni, w której idee dojrzewają w ciszy, aby ukazać się widzom z zaskakująca mocą. I taki właśnie był spektakl, który otworzył tę edycję festiwalu. Była to inscenizacja kultowej powieści Folwark Zwierzęcy George’a Orwella, w wykonaniu niemieckiego zespołu Figurentheater Wilde & Vogel and Friends z Lipska.

Leśna stodoła pękała w szwach, gdy zgromadzona publiczność zasiadła, aby obejrzeć w poniedziałkowy wieczór Animal Farm w reżyserii Michaela Vogela. Przedstawiona w angielsko-polskim wydaniu historia bardzo szybko pochłonęła uwagę widowni. Niewątpliwa w tym zasługa bogatej formy spektaklu, łączącego w sobie muzykę na żywo, teatr lalek i masek oraz dopracowaną w każdym detalu scenografię. Osły i konie, psy i kury, kaczki i świnie, kot i koza zasiadają za stołem, żeby wysłuchać testamentu starego Majora – wielokrotnie nagradzanego na wystawach hodowlanych knura. W rezultacie wybucha bunt przeciwko farmerowi Jonesowi. Zwierzęta przejmują władzę, głośno wybrzmiewa hasło: ,,Cztery nogi dobrze, dwie nogi źle…” Na początku składane są obietnice o wspaniałej przyszłości i powszechnej równości wszystkich zwierząt. Szybko jednak pojawiają się sceptycy – jak osioł Beniamin, który od początku patrzy na wszystko z nieufnością. Staje się też jasne, że choć jedne zwierzęta są równe, niektóre „stają się równiejsze”. Na tronie zasiada Napoleon – świnia, a to właśnie ten gatunek uznano za najinteligentniejszy na folwarku. Coś powoli zaczyna się psuć.

,,Animal Farm” okazał się wyrazistym, nowoczesnym spektaklem, który idealnie wpisuje się w filozofię LasFestu. Podobnie jak festiwalowa dziupla, przedstawienie tworzy bezpieczną przestrzeń do konfrontacji z tym, co w społeczeństwie trudne i wypierane. To widowisko na długo pozostaje w pamięci – zarówno za sprawą hipnotyzującej muzyki na żywo, jak i mistrzowskiej pracy z lalką. Bezlitośnie odsłania ludzkie słabości oraz bezwzględną naturę systemu totalitarnego. Daje niezwykle świeże, chociaż niezbyt optymistyczne spojrzenie na otaczający nas świat.

Tegoroczna edycja LasFest zakończyła się 16 sierpnia, warto śledzić media społecznościowe festiwalu, aby nie przegapić informacji o kolejnych edycjach: https://www.facebook.com/LasFest.Solniki44?locale=pl_PL.

Międzynarodowy Festiwal Teatralny w Lesie – LasFest 2026 został dofinansowany ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska

Katarzyna Georgiev

Wydarzenie odbyło się w sopockim Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej. Muzykę do wierszy żydowskich poetek i poetów stworzyła szóstka polskich kompozytorów: Ewa Kornecka, Marek Czerniewicz, Jerzy Satanowski, Adam Żuchowski, Paweł Lucewicz i Mateusz Smoczyński. Śpiewał André Ochodlo, interpretator poezji jidysz, a towarzyszył mu polsko-saksoński zespół The Jazzish Company. Ideą koncertu było przywołanie wierszy tych, którzy przyczynili się do rozwoju żydowskiej sztuki, a których twórczość wciąż jest mało znana.

Rose Ausländer była niemieckojęzyczną żydowską poetką, która większość życia spędziła między Europą Wschodnią, Nowym Jorkiem a Düsseldorfem, gdzie zmarła w wieku osiemdziesięciu sześciu w 1988 roku. Selma Meerbaum wiersze zaczęła pisać jako nastolatka. Siedemnastolatka swojemu o rok starszemu chłopakowi, Leiserowi Fichmanowi, wręczyła zeszyt ze swoimi ponad pięćdziesięcioma utworami. Autorka zmarła na tyfus w 1942 roku, ale mężczyzna przechowywał notatnik w obozie, dopóki w 1944 roku nie wysłał go przyjaciółce Selmy. Temu gestowi zawdzięczamy możliwość przeczytania wierszy młodej autorki.

W podobnym wieku zaczynał Icyk Manger (urodzony w 1901 roku) – żydowski poeta i pisarz tworzący w jidysz, zadebiutował wierszem w wieku siedemnastu lat na łamach gazety „Kultur”. Manger żył w wielu miejscach, między innymi w Bukareszcie, Londynie, Paryżu oraz Nowym Jorku. Co ciekawe, dziesięć lat spędził również w Warszawie (1928–1938) i właśnie tutaj ukazał się jego pierwszy zbiór wierszy Sztern ojfn dach (pol. Gwiazdy na dachu). Ostatnie dwa lata żył w Izraelu, gdzie zmarł w roku 1968. Ostatni z tej czwórki to najbardziej znany na świecie Paul Celan, który urodził się w 1920 roku. Pochodził z rodziny rumuńskich Żydów, a wszystkich krewnych stracił w Holocauście. Niemieckojęzyczny poeta po tym trudnym doświadczeniu pozostał sam, z językiem oprawców. Ta trudna relacja przebija się w jego utworach. Artysta zmarł w 1970 roku, rzucając się do Sekwany.

Mocną stroną koncertu był nie tylko wybór tekstów, ale również ich wykonanie. Głos André Ochodlo nie póbował wygładzać trudnych emocji zawartych w wierszach – przeciwnie,

wydobył z nich ból, samotność i tęsknotę. Sposób, w jaki artysta przeżywał każdy wers, pozostawał czytelny dla widowni, pomimo że utwory zaśpiewane były w oryginale. Towarzyszący Ochodlo muzycy zbudowali przestrzeń, w której słowa wybrzmiały na nowo, wydobywając wielowymiarowość spisanych w ubiegłym wieku wierszy – obecne w nich osobiste cierpienie i doświadczenia poetów, które stworzyły uniwersalną opowieść o człowieku.

„Koniec świata” w ich wykonaniu to symbioza wielu przeciwstawnych emocji. Pojawiły się utwory pełne goryczy i rozpaczy. Najczęściej są to pieśni o stracie – swojego bezpiecznego zakątka, znanych twarzy, czy też wiary w człowieczeństwo. Różne doświadczenia czwórki poetów splatają się wspólnie w temacie doświadczeń wojennych. To wszystko swoją kulminację osiągnęło przy Todesfuge (pol. Fuga śmierci) Paula Celana. Poeta snuje w niej wizję wręcz apokaliptyczną, opierając się na paru obrazach: czarne mleko pite o każdej porze dnia, zabawa z wężami i włosach dwóch kobiet – złotych Małgorzaty oraz popielatych Shulamit.

„Modlitwy z końca świata” to jednak nie tylko opowieść o apokaliptycznym końcu. Pojawiła się również nuta nadziei, kontrastująca z trudnymi uczuciami. Zabrzmiała ona najwyraźniej w ostatnim z wykonywanych utworów Weil (pol. Ponieważ) Rose Ausländer. Poetka porównuje w nim człowieka do muszli, która szumi, a słowo do fali. Wszyscy płyniemy, unoszeni przez życie, spychani z obranej drogi i nieustannie zmieniający kierunek. Ta puenta przypomniała, że najpiękniejszym wymiarem człowieczeństwa pozostaje możliwość płynięcia razem.

Koncert dofinansowała Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska

Program stażu dla Młodej Redakcji składa się z warsztatów dziennikarskich w Warszawie i Berlinie (relacja, wywiad, tworzenie treści na platformy społecznościowe), ze spotkań z przedstawicielami/przedstawicielkami mediów i instytucji partnerskich Fundacji. Staż kończy się wyjazdem na Forum Polsko-Niemieckie, gdzie Młoda Redakcja relacjonuje na bieżąco wydarzenia konferencji.

W dwunastu edycjach programu udział wzięło 140 studentek i studentów, powstało 400 relacji z projektów oraz sieć aktywnych alumnae i alumnów programu.

Zgłoszenia do edycji 2026/2027 prosimy nadsyłać do: 19 października 2026.
Termin stażu: od grudnia 2026 do końca wakacji 2027.

Link do formularza zgłoszeniowego: https://mloda-redakcja.fwpn.org.pl/

Informacje o stażu:
Małgorzata Gmiter
koordynatorka projektów, specjalistka ds. projektów edukacyjnych
Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
tel. 022 / 338 62 60
e-mail: malgorzata.gmiter@fwpn.org.pl

Julia Minkowska

Przez stulecia Polska była mozaiką różnych grup etnicznych, religii i języków. Ta różnorodność w obliczu zmieniających się warunków społeczno-ekonomicznych i kulturowych wywarła wpływ na narodowe wyobrażenia, symbole i mity. Z tego względu wystawa, która stanowi wizytówkę zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, została zatytułowana Wynalezienie mitów. Osiem dzieł malarstwa polskiego od XIX do XXI wieku tworzy metaforyczną opowieść o Polsce, jej przemianach i wyzwaniach przed jakimi musiała stanąć.

17 czerwca 2026 odbyła się w Alte Nationalgalerie w Berlinie konferencja prasowa przed otwarciem wystawy Wynalezienie mitów  i oprowadzanie kuratorskie. Wzięły w nich udział dr Anette Hüsch, dyrektorka Starej Galerii Narodowej w Berlinie oraz dr hab. Agnieszka Lajus, dyrektorka Muzeum Narodowego w Warszawie. Jak podkreśliła prof. Agnieszka Lajus, na wystawę warszawskie muzeum wybrało obrazy, które są mocno zakorzenione w powszechnej świadomości Polaków. Jednym z nich jest Hamlet polski – portret Aleksandra Wielopolskiego autorstwa Jacka Malczewskiego, dzieło w nurcie symbolizmu z 1903 roku, od którego profesor rozpoczęła oprowadzanie. Aleksander Wielopolski w roli Hamleta został przedstawiony jako rycerz sztuki, przepasany ładownicą na naboje, w której znajdują się tubki z farbą.Musi dokonać wyboru między dwiema różnymi wizjami Polski. Starą – uciemiężoną i w kajdanach oraz młodą – buntowniczą, krwawą i rewolucyjną, z wieńcem z maków, symbolizującym nowe siły i chęć zmiany.

W kolorze czerwonych maków jest również strój Tadeusza, syna Jana Matejki, namalowanego wraz z dwójką rodzeństwa na Portrecie trojga dzieci artysty z 1870 roku. Patriotyczne przesłanie dzieła wynika nie tylko z wyboru odcienia farb, lecz również odwołania do szlacheckiej tradycji w postaci staropolskiego, reprezentacyjnego stroju, który nosi Tadeusz.

Do symboliki natury odwołuje się natomiast Wojciech Weiss na obrazie Wiosna z 1898 roku. Chętnie wykorzystywany przez malarzy Młodej Polski motyw wiosny  często miał charakter narodowowyzwoleńczy, ale w tym dziele odnosi się do cyklu natury i dekadentyzmu – pragnień, popędów, erotyzmu oraz obsesji. Weiss chciał wyzwolić się z patriotycznych uniesień, próbując ukazać bardziej uniwersalne pytania dotyczące sztuki, podążając za nietzscheańskimi ideami witalizmu i filozofii życia.

Oprócz obrazów w jasnej tonacji, symbolizujących narodzenie i nowy początek, do prezentacji w starej galerii narodowej w Berlinie wybrane zostały również obrazy w intensywnych, ciemnych kolorach. Budują one atmosferę zagrożenia i wywołują napięcie. Pierwszym z nich jest Przy świecy Konrada Krzyżanowskiego z 1914 roku. Artysta przedstawił dom jako przestrzeń kultywowania tradycji, ale z pewnym zastrzeżeniem. W obliczu I Wojny Światowej to symbolicznie bezpieczne miejsce jest przepełnione niepewnością. Kolejnym dziełem na wystawie o podobnej atmosferze jest Stary dom, namalowany przez Ferdynanda Ruszczyca w 1903 roku, kiedy Polska była wciąż pod zaborami. Płótno również przedstawia symboliczny dom – dwór Ruszczyców w Bohdanowie, ale opleciony winoroślą i podczas silnego zachmurzenia, co wywołuje poczucie zwątpienia i zagadkowości.

Polscy artyści wykorzystywali do ukazania ojczyzny również symbole codzienności. Jednym z nich, namalowanym przez Andrzeja Wróblewskiego w 1956 roku na obrazie Kolejka trwa, była poczekalnia wraz ze zrezygnowanymi ludźmi w kolejce. Ten prosty, codzienny symbol odnosi się do apatycznego, ubezwłasnowolnionego społeczeństwa polskiego po wojnie, którego pustkę egzystencjonalną autor chciał pokazać.

Na wystawie Wynalezienie mitów znajdziemy też dwa dzieła nawiązujące do tematu pracy. Pierwszym z nich, a jednocześnie jedyną obrazem namalowanym przez kobietę na tej wystawie, jest Szczęśliwa rodzina Zofii Stryjeńskiej z 1954 roku. Inspirowany folklorem i jego barwnymi kolorami, przedstawia czas zbiorów w stylu art deco i nawiazuje do motywów wykorzystywanych w ramach powojennej propagandy socjalistycznej. Drugim jest Autoportret z pigmentami Jarosława Modzelewskiego z 2022 roku, gdzie głównym wątkiem jest etos pracy artysty.

Doktor Anette Hüsch, dyrektor Starej Galerii Narodowej w Berlinie, zwróciła uwagę, jak istotna jest międzynarodowa wymiana w zakresie szeroko pojętej sztuki i jak bardzo ubogaca ona instytucje kulturalne partnerów. Inauguracyjna odsłona Galerii Międzynarodowej (InterNationalgalerie) w ramach współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie nie jest przypadkowa – Stara Galeria Narodowa znana jest z patrzenia na zachód w zakresie realizacji projektów i wymian. Tym razem jednak postanowiła zmienić tę narrację i zaprosić do swoich murów Polskę i  dzieła polskich artystów. – W Galerii Międzynarodowej chodzi o to, by szukać tego, co łączy, a nie tego co dzieli – mówi Anette Hüsch. Spojrzenie za wschodnią granicę kraju ma pokazać, czym charakteryzują się kolekcje i zasoby magazynowe MNW, co w perspektywie licznej Polonii w Berlinie wspiera wzajemną świadomość kulturową.

Wystawę Wynalezienie mitów można podziwiać do 17 stycznia 2027 roku, a już we wrześniu, w Muzeum Narodowym w Warszawie zostaną udostępnione zwiedzającym pochodzące ze Starej Galerii Narodowej w Berlinie dzieła Adolpha Menzela – urodzonego w niemieckim Breslau malarza i grafika epoki realizmu. Wymiana jest więc dwukierunkowa i ma stanowić punkt wyjścia do rozmów i kolejnych wspólnych inicjatyw.

Redagowała: Agnieszka Wójcińska

Program stażu dla Młodej Redakcji składa się z warsztatów dziennikarskich w Warszawie i Berlinie (relacja, wywiad, tworzenie treści na platformy społecznościowe), ze spotkań z przedstawicielami/przedstawicielkami mediów i instytucji partnerskich Fundacji. Staż kończy się wyjazdem na Forum Polsko-Niemieckie, gdzie Młoda Redakcja relacjonuje na bieżąco wydarzenia konferencji.

W dwunastu edycjach programu udział wzięło 140 studentek i studentów, powstało 400 relacji z projektów oraz sieć aktywnych alumnae i alumnów programu.

Zgłoszenia do edycji 2026/2027 prosimy nadsyłać do: 19 października 2026.
Termin stażu: od grudnia 2026 do końca wakacji 2027.

Link do formularza zgłoszeniowego: https://mloda-redakcja.fwpn.org.pl/

Informacje o stażu:
Małgorzata Gmiter
koordynatorka projektów, specjalistka ds. projektów edukacyjnych
Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
tel. 022 / 338 62 60
e-mail: malgorzata.gmiter@fwpn.org.pl