Julia Szymikowska
Czy istnieje droga do stworzenia podręcznika opartego na zasadzie pluralizmu perspektyw w kwestiach spornych pomiędzy narodami sąsiednimi? Czy publikacje tworzone przez międzynarodowe zespoły historyków mogą poszerzyć horyzonty uczniów? Te pytania zostały poddane dogłębnej analizie przez prelegentów podczas panelu o edukacji historycznej w trakcie Forum Polsko-Niemieckiego.
Spotkanie wokół edukacji historycznej odbyło się 17 czerwca 2026 roku. W debacie udział wzięli Eckhardt Fuchs, dyrektor Instytutu Leibniza; Violetta Julkowska, współprzewodnicząca Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej; Igor Kąkolewski, dyrektor Centrum Badań Historycznych w Berlinie PAN; Verena Laubinger, członkini prezydium Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów; Steffen Sammler, pracownik naukowy w Instytucie Leibniza; Tomasz Stryjek, kierownik projektu badawczego „Nauczanie wielonarodowej historii: Niemcy – Polska – Ukraina. Wspólne projekty podręcznikowe w kontekście przemian społecznych po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.”; Stephan Theilig, członek Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów; Marcin Wiatr, pracownik naukowy Instytutu Leibniza. Debatę moderował Dominik Pick, sekretarz naukowy Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów.
Zdaniem Eckhardta Fuchsa, dyrektora Instytutu Leibniza, powszechnie używane przez szkoły podręczniki powielają akceptowane narracje. Narody żyją w przeświadczeniu o rzetelnym i krytycznym sposobie opowiadania o przeszłości, a to, co subiektywne, zostaje uznane za obiektywne. Do dzisiaj w podstawach programowych można zauważyć marginalizację lub hegemonię wybranych tematów, przez co młode pokolenia uczą się historii wyrywkowo, bez szerszego kontekstu bądź nie potrafią uwzględniać procesów przyczynowo-skutkowych. Problem edukacji w tym zakresie ma charakter międzynarodowy, zatem ministerstwa spraw zagranicznych Polski i Niemiec podjęły się stworzenia projektu, który zaowocował wydaniem wspólnej serii podręczników.
Prace nad podręcznikiem Europa. Nasza historia rozpoczęły się w 2008 roku, ale pierwszy tom został opublikowany dopiero w roku 2017. Od tego czasu sprzedano około 30 tysięcy egzemplarzy wszystkich czterech części. Pozycja nie została entuzjastycznie przyjęta w Polsce, w Niemczech natomiast nie jest uwzględniona jedynie w podstawie programowej Bawarii. Z założenia – o którym mówiła Violetta Julkowska, współprzewodnicząca Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej – publikacja współtworzona przez historyków niemieckich oraz polskich ma za zadanie nauczyć dziecko analizy i interpretacji. Zadaniem Julkowskiej, treść zawarta w podręczniku nie podaje jednoznacznej oceny zdarzeń, co wymusza na czytelniku wykształcenie umiejętności krytycznego myślenia. W czasach zdominowanych przez sztuczną inteligencję, gdy większość z nas oczekuje prostej i szybkiej odpowiedzi na nurtujące pytania, zdolność samodzielnego wyciągania wniosków zanika. Dlatego zachęcanie do niego to dodatkowy atut podręcznika.
Podręczniki polsko-niemieckie nie są inicjatywą pionierską w zakresie transnarodowej edukacji historycznej. W 2006 roku opublikowano pierwszy tom podręcznika francusko-niemieckiego. Obie publikacje były niewątpliwie dużym wsparciem dla badaczy tworzących bałkański odpowiednik o historii państw dawnej Jugosławii i ludobójstwie na Bałkanach. Polsko-niemiecki i francusko-niemiecki podręcznik to inspiracja również dla członków projektu badawczego „Nauczanie wielonarodowej historii: Niemcy – Polska – Ukraina. Wspólne projekty podręcznikowe w kontekście przemian społecznych po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.”, którego kierownikiem jest Tomasz Stryjek, pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Badacz w swojej wypowiedzi wskazał na trudności, z jakimi mierzy się cały zespół. Pomimo bogatej, trwającej niemalże od tysiąca lat wspólnej historii Polski i Ukrainy, kością niezgody pomiędzy historykami pozostaje niewielki okres II Wojny Światowej. Według Stryjka nadal na przestrzeni lat nie pojawił się idealny moment do stworzenia wspólnego podręcznika, a relacji nie poprawia różnorakie przedstawianie fundamentalnych faktów. Między sąsiednimi krajami dochodzi do zaburzenia dynamiki współpracy – Ukraina zaczyna zyskiwać własny głos w Unii Europejskiej, a jeszcze do niedawna, to Polska była pośrednikiem między Brukselą a Kijowem. W kwestii zasobów źródeł historycznych niekwestionowanym liderem jest natomiast Polska, która może poszczycić się największą bazą na świecie stworzoną przez Instytut Pamięci Narodowej, a Ukraina nadal jest w trakcie budowania takowych struktur.
Międzynarodowe inicjatywy europejskich historyków mają przede wszystkim na celu znalezienie kompromisów, budowania relacji i nici porozumienia pomiędzy społeczeństwami karmionymi stereotypami. Naukowcy jednogłośnie podkreślają, że obrady polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej przebiegają w atmosferze wzajemnego szacunku, ponieważ wszyscy członkowie mają wspólną misję – odpowiednie wychowanie następnych pokoleń, a w tym nie powinny przeszkadzać nawet duże różnice światopoglądowe.
Forum Polsko-Niemieckie zostało sfinansowane ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
• relacje ze spotkań, dyskusji i konferencji organizowanych przez FWPN;
• podsumowanie projektów realizowanych przez FWPN, takich jak stypendia czy inne inicjowane przez nas programy;
• informację o projektach przeprowadzonych we współpracy z partnerami i wspieranych finansowo przez Fundację.
Interaktywna forma sprawozdania pozwala jednym kliknięciem przejść do opisów poszczególnych projektów.
Link do sprawozdania:
https://fwpn.org.pl/publikacje/sprawozdania/
Wiktoria Michalina Hołda
Spotkanie „Młode pokolenie wobec przyszłości relacji polsko-niemieckich”, przygotowane przez Europejską Akademię Berlin w ramach programu Dialog Most, zgromadziło młodych przedstawicieli Polski i Niemiec związanych z organizacjami społecznymi, instytucjami publicznymi, edukacją, kulturą i środowiskami eksperckimi. Jego celem było nie tylko podsumowanie stanu relacji między oboma krajami, ale przede wszystkim uchwycenie tego, jak nowe pokolenie rozumie wspólną odpowiedzialność za przyszłość Europy.
Jednym z najmocniejszych wniosków była zmiana perspektywy. Dla młodych Polaków i Niemców współpraca dwustronna nie jest już wyłącznie kwestią pojednania historycznego czy relacji między rządami. Coraz częściej staje się praktycznym narzędziem reagowania na kryzysy XXI wieku.
Niepewność ekonomiczna młodych
Punktem wyjścia do rozmowy były dane dotyczące sytuacji młodych ludzi w Polsce i Niemczech. Szczególną uwagę zwróciła skala niepewności ekonomicznej. W Niemczech aż 89% młodych obawia się wpływu sztucznej inteligencji na miejsca pracy. W Polsce 78% nastolatków deklaruje lęk przed niepowodzeniem na rynku pracy. W obu krajach jednym z kluczowych problemów pozostają koszty życia, presja mieszkaniowa i poczucie, że system edukacji nie zawsze nadąża za tempem zmian technologicznych.
Te dane nadały dyskusji wyraźnie społeczny charakter. Pokazały, że mimo odmiennych doświadczeń historycznych i politycznych, młode pokolenie po obu stronach Odry mierzy się z podobnym zestawem obaw. Niepewność ekonomiczna wpływa dziś nie tylko na wybory zawodowe, lecz także na stosunek do polityki klimatycznej, instytucji publicznych i samej idei europejskiej solidarności.
Sztuczna inteligencja, praca i przyszłość edukacji
Jednym z najczęściej powracających tematów była sztuczna inteligencja. Nie pojawiała się jednak jako abstrakcyjna technologia przyszłości, lecz jako realny czynnik zmieniający rynek pracy, edukację i poczucie bezpieczeństwa młodych ludzi.
Dyskusja pokazała, że lęk przed AI nie wynika wyłącznie z obawy przed automatyzacją zawodów. Dotyczy także pytania, czy szkoły, uczelnie i instytucje publiczne są gotowe przygotować młode pokolenie do świata, w którym kompetencje technologiczne, krytyczne myślenie i elastyczność zawodowa staną się warunkiem społecznej stabilności.
Demokracja jako codzienna praktyka
Istotną część warsztatu poświęcono odporności demokratycznej. Demokracja została potraktowana nie jako abstrakcyjne hasło, lecz jako codzienna praktyka społeczna. Wśród najczęściej wskazywanych fundamentów znalazły się wolność opinii, praworządność, prawa człowieka, prawa mniejszości, odpowiedzialność mediów, edukacja obywatelska i uczestnictwo młodych w życiu publicznym.
Szczególnie ciekawe były pytania stawiane przez uczestników: czy obecne systemy partyjne rzeczywiście reprezentują społeczeństwo, jak przeciwdziałać dezinformacji w erze sztucznej inteligencji, gdzie przebiega granica między tolerancją a obroną wartości demokratycznych oraz czy instytucje demokratyczne mogą być wykorzystywane przeciwko samej demokracji. To przesunęło rozmowę z poziomu ogólnych deklaracji na poziom realnych napięć, z którymi mierzą się współczesne państwa europejskie.
Dezinformacja i kryzys zaufania
Wątek demokracji naturalnie połączył się z rozmową o dezinformacji, mediach społecznościowych i algorytmach. Współczesne społeczeństwa nie funkcjonują już wyłącznie w tradycyjnym obiegu informacji. Coraz częściej opinie polityczne kształtowane są przez cyfrowe platformy, emocjonalne przekazy i zamknięte bańki informacyjne.
W tym kontekście odporność demokratyczna oznacza nie tylko sprawne instytucje, ale także świadomych obywateli. Edukacja medialna, umiejętność rozpoznawania manipulacji i gotowość do rozmowy z osobami o innych poglądach zostały wskazane jako jedne z najważniejszych warunków utrzymania demokratycznej kultury debaty.
Symboliczny most między Polską a Niemcami
Ważnym motywem warsztatu był symbol mostu. W kontekście programu Dialog Most stał się metaforą relacji polsko-niemieckich rozumianych jako proces budowania trwałych połączeń społecznych, kulturowych i obywatelskich. Uczestnicy analizowali, gdzie taka wymiana już funkcjonuje, które obszary pozostają słabo rozwinięte oraz jakie działania mogłyby wzmocnić wzajemne zaufanie.
Most nie oznaczał jedynie pojednania historycznego. Był symbolem praktycznej współpracy: między szkołami, uczelniami, organizacjami społecznymi, miastami, regionami i młodymi liderami, którzy chcą tworzyć relacje oparte na doświadczeniu, a nie wyłącznie na oficjalnych deklaracjach.
Wśród propozycji wzmacniania relacji polsko-niemieckich pojawiały się programy wymiany młodzieży, współpraca akademicka, lokalne projekty obywatelskie, edukacja międzykulturowa i tworzenie przestrzeni do bezpośredniego spotkania. Uczestnicy byli zgodni, że w świecie zdominowanym przez cyfrową komunikację, właśnie osobisty kontakt jest jednym z najskuteczniejszych sposobów przełamywania stereotypów i wychodzenia poza własne bańki informacyjne.
To ważny wniosek, bo pokazuje, że relacje międzynarodowe nie są budowane wyłącznie na poziomie rządów. Ich trwałość zależy także od codziennych kontaktów społecznych, znajomości języka, doświadczenia innej kultury i gotowości do wspólnego działania.
Nowe pokolenie, nowy język współpracy
Warsztat pokazał, że przyszłość relacji polsko-niemieckich nie zależy wyłącznie od decyzji polityków. Będzie kształtowana również przez młodych ludzi, którzy coraz wyraźniej domagają się sprawczości, lepszej reprezentacji i realnego udziału w procesach demokratycznych.
Ich perspektywa jest mniej obciążona rytuałami dyplomacji, a bardziej skoncentrowana na praktycznych pytaniach: jak zapewnić bezpieczeństwo, jak odbudować zaufanie społeczne, jak przygotować edukację do zmian technologicznych i jak utrzymać solidarność w Europie pod presją kolejnych kryzysów.
Najważniejszy wniosek z berlińskiego spotkania jest politycznie istotny: młode pokolenie nie odrzuca idei współpracy europejskiej, ale oczekuje, że będzie ona bardziej konkretna, społecznie wrażliwa i odporna na wyzwania przyszłości.
Relacje polsko-niemieckie mogą w tym procesie odegrać ważną rolę, pod warunkiem, że będą budowane nie tylko na pamięci o przeszłości, lecz także na wspólnej odpowiedzialności za to, co dopiero nadejdzie.
Tegoroczne Forum Polsko-Niemieckie organizowane przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej odbyło się pod hasłem „Sąsiedztwo w czasach zmian. 35 lat współpracy polsko-niemieckiej”.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Wiktoria Michalina Hołda
Choć uczestnicy warsztatu „Społeczeństwo obywatelskie jako impuls dla polityki” pracowali w siedmiu różnych grupach tematycznych: „Polsko-niemiecka solidarność w czasach kryzysu”, „Media, opinia publiczna i wzajemne obrazy – dezinformacja i percepcje”, „Mniejszość niemiecka i Polonia – mosty między Niemcami a Polską”, „Projekty kulturalne jako przestrzenie spotkania”, „Religijne i obywatelskie inicjatywy spotkania”, „Partnerstwa miast”, „Budowanie lokalnych inicjatyw i współpracy w relacjach polsko-niemieckich”, szybko okazało się, że wszystkie dyskusje prowadzą do podobnego wniosku: trwałe partnerstwo między Polską i Niemcami nie powstaje w ministerialnych gabinetach, lecz w codziennej aktywności obywateli, lokalnych społeczności i organizacji społecznych.
Społeczeństwo obywatelskie wobec nowych wyzwań
W wielu rozmowach powracało przekonanie, że Europa znajduje się dziś w momencie szczególnej próby. Kryzysy migracyjne, katastrofy naturalne, zagrożenia dla bezpieczeństwa, problemy zdrowia psychicznego czy rosnąca dezinformacja coraz częściej przekraczają granice państw. W takiej rzeczywistości tradycyjne mechanizmy polityczne okazują się niewystarczające.
Podczas dyskusji w grupie tematycznej „Polsko-niemiecka solidarność w czasach kryzysu”, prowadzonej przez Marcina Przybysza, eksperta zajmującego się współpracą polsko-niemiecką oraz rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, zwracano uwagę, że współpraca nie może ograniczać się wyłącznie do reakcji rządów. Szczególnie ważne stają się regiony przygraniczne, gdzie skutki kryzysów odczuwane są najwcześniej. Uczestnicy wskazywali, że doświadczenia związane z migracją, powodziami czy problemami społecznymi pokazują zarówno potencjał współpracy transgranicznej, jak i jej słabości. Wciąż zbyt często zawodzi przepływ informacji, a potrzeby lokalnych społeczności pozostają niedostrzegane przez administrację centralną.
Dezinformacja i walka o uwagę społeczeństwa
Jednym z najżywiej dyskutowanych tematów była rola mediów w kształtowaniu wzajemnego obrazu Polski i Niemiec. Uczestnicy grupy tematycznej „Media, opinia publiczna i wzajemne obrazy – dezinformacja i percepcje”, prowadzonej przez Wojciecha Szymańskiego, dziennikarza i eksperta zajmującego się komunikacją społeczną, mediami oraz relacjami polsko-niemieckimi, zwracali uwagę, że debata publiczna coraz częściej staje się polem rywalizacji uproszczonych narracji i emocjonalnych przekazów.
W Polsce media często koncentrują się na problemach Niemiec, podczas gdy niemieckie redakcje coraz częściej dostrzegają dynamiczny rozwój gospodarczy i społeczny Polski. Pojawiło się pytanie, czy społeczeństwo obywatelskie potrafi skutecznie uczestniczyć w tej debacie. Wielu uczestników podkreślało, że organizacje społeczne powinny aktywniej zabierać głos w sprawach publicznych. Nie wystarczy realizować wartościowe projekty, trzeba także umieć o nich opowiadać. Bez obecności w mediach nawet najlepsze inicjatywy pozostają niewidoczne, a przestrzeń publiczną łatwo wypełniają stereotypy i dezinformacja.
Mniejszości jako naturalni ambasadorzy dialogu
Szczególne miejsce w dyskusjach zajęła rola Polonii i mniejszości niemieckiej. Rozmowy prowadzone w ramach grupy tematycznej „Mniejszość niemiecka i Polonia – mosty między Niemcami a Polską” moderował Lucjan Dzumla, dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej i wieloletni animator dialogu międzykulturowego oraz współpracy polsko-niemieckiej. Uczestnicy zwracali uwagę, że środowiska te posiadają wyjątkowy potencjał budowania porozumienia między społeczeństwami. Dzięki znajomości obu języków, kultur i doświadczeń mogą skutecznie przełamywać nieporozumienia oraz wspierać dialog.
Jednocześnie uczestnicy wskazywali na problemy, które wciąż pozostają nierozwiązane. Mówiono o asymetrii w postrzeganiu historii, niedostatecznej reprezentacji niektórych środowisk oraz potrzebie lepszej organizacji struktur polonijnych. W czasach narastającej dezinformacji właśnie takie organizacje mogą odgrywać szczególnie ważną rolę jako wiarygodni pośrednicy między społeczeństwami.
Kultura buduje mosty szybciej niż polityka
Wyjątkowo inspirujące były rozmowy w grupie tematycznej „Projekty kulturalne jako przestrzenie spotkania”. Jej gospodarzami byli Oliver Spatz, niemiecki działacz społeczny i animator projektów kulturalnych wspierających dialog europejski, oraz Simona Koß, niemiecka polityczka i działaczka społeczna od lat zaangażowana w rozwój relacji polsko-niemieckich i współpracę transgraniczną. Przekonywali oni, że projekty kulturalne pozostają jedną z najskuteczniejszych form budowania wzajemnego zrozumienia.
Uczestnicy podkreślali, że muzyka, sztuka, literatura czy wspólne wydarzenia lokalne pozwalają spotkać się ludziom, którzy w innych okolicznościach prawdopodobnie nigdy by się nie poznali. Kultura tworzy przestrzeń dialogu wolną od politycznych sporów i narodowych stereotypów.
Jednocześnie zwracano uwagę na potrzebę większego wsparcia finansowego dla inicjatyw kulturalnych. Wielu uczestników podkreślało, że projekty te często przynoszą trwałe efekty społeczne, jednak funkcjonują w warunkach niepewności finansowej i zależności od krótkoterminowych grantów.
Siła lokalnych wspólnot
Podobne wnioski płynęły z rozmów prowadzonych w ramach grupy tematycznej „Partnerstwa miast”, której gospodarzami byli Joachim Bleicker, niemiecki dyplomata i wieloletni uczestnik inicjatyw na rzecz współpracy polsko-niemieckiej, oraz Agnieszka Filipiak, działaczka zaangażowana w rozwój współpracy samorządowej i partnerstw międzynarodowych. Równolegle dyskutowano także w grupie tematycznej „Budowanie lokalnych inicjatyw i współpracy w relacjach polsko-niemieckich”, prowadzonej przez Iwonę Kowalczyk, zajmującą się wspieraniem lokalnych inicjatyw obywatelskich i projektów społecznych, oraz Sandrę Ewers, ekspertkę zaangażowaną w rozwój współpracy lokalnej i transgranicznej.
Prowadzący zwracali uwagę, że najtrwalsze relacje powstają tam, gdzie mieszkańcy mają możliwość bezpośredniego kontaktu.
Współpraca szkół, organizacji społecznych, seniorów, młodzieży czy instytucji kultury tworzy sieć powiązań znacznie trwalszą niż pojedyncze projekty polityczne. To właśnie na poziomie lokalnym rodzi się zaufanie, bez którego nie jest możliwe budowanie długofalowego partnerstwa między społeczeństwami.
Ważnym tematem był również problem finansowania. Uczestnicy wielokrotnie podkreślali, że najcenniejsze inicjatywy mają charakter oddolny. Powstają dlatego, że mieszkańcy dostrzegają konkretny problem i chcą go wspólnie rozwiązać. Ich autentyczność jest największą wartością, ale jednocześnie największym wyzwaniem pozostaje brak stabilnych źródeł wsparcia.
Wspólna odpowiedzialność za przyszłość
Dyskusje prowadzone podczas Forum pokazały, że społeczeństwo obywatelskie nie jest dodatkiem do polityki, lecz jednym z fundamentów demokratycznych relacji między państwami. To organizacje społeczne, media, instytucje kultury, wspólnoty religijne, samorządy oraz aktywni obywatele najczęściej jako pierwsi dostrzegają nowe wyzwania i proponują rozwiązania.
W czasach rosnącej niepewności, kryzysów i społecznych napięć ich rola staje się jeszcze ważniejsza. To właśnie oni budują przestrzeń dialogu tam, gdzie polityka często napotyka granice własnych możliwości.
Forum Polsko-Niemieckie pokazało, że przyszłość dobrego sąsiedztwa nie zależy wyłącznie od decyzji podejmowanych przez rządy. O jej jakości w dużej mierze decydują ludzie, którzy każdego dnia tworzą sieci współpracy, budują wzajemne zaufanie i udowadniają, że partnerstwo między Polską a Niemcami jest czymś więcej niż politycznym projektem. Forum jest praktycznym wyrazem społeczeństwa obywatelskiego w działaniu.
Tegoroczna edycja Forum Polsko-Niemieckiego, którego organizatorem jest Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, instytucja od ponad trzech dekad wspierająca dialog, współpracę społeczną i projekty realizowane wspólnie przez Polaków i Niemców, odbyło się pod hasłem „Sąsiedztwo w czasach zmian. 35 lat współpracy polsko-niemieckiej”.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Wojciech Walczak i Marcin Mikielski
Za sprawą rosyjskiej agresji na Ukrainę słowo bezpieczeństwo w Europie Środkowo-Wschodniej od czterech lat jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Co oznacza w ustach ekspertów oraz wojskowych? Panel „Wspólne bezpieczeństwo: polskie i niemieckie spojrzenie na obronę Europy”, który odbył się podczas Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie, przybliżył zgromadzonym stanowisko Polski i Niemiec w obliczu wspólnych wyzwań stojących przed kontynentem. Współpracę w dziedzinie obronności analizowali: Pia Fuhrhop z Grupy Badawczej ds. Polityki Bezpieczeństwa Fundacji Nauka i Polityka, Marcin Terlikowski – kierownik Biura Badań i Analiz PISM, Stephen Willer – generał dywizji, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Bezpieczeństwa w Federalnym Ministerstwie Obrony oraz Wojciech Lorenz – ekspert w Departamencie Strategii i Planowania Obronnego w MON RP. O sprawny przebieg dyskusji zadbali Kai-Olaf Lang z Fundacji Nauka i Polityka i Michał Nowosielski – dyrektor Instytutu Zachodniego.
Jakie priorytety w dziedzinie bezpieczeństwa powinna wyznaczyć sobie Europa? W przekonaniu generała Willera najważniejszym priorytetem jest przywrócenie, a następnie utrzymanie długotrwałego pokoju w Ukrainie, na warunkach korzystnych dla Kijowa. Z punktu widzenia Berlina europejskie wsparcie finansowe dla Ukrainy pozwoliłoby na stabilizację sytuacji na froncie, a to przełożyłoby się na wzrost poczucia bezpieczeństwa w innych europejskich stolicach.
Co wtedy, jeśli do stabilizacji i zakończenia konfliktu w najbliższym czasie nie dojdzie? Rozwiązaniem jest gotowość do działania, zakładająca aktywne odstraszanie Moskwy, a nie puste obietnice i bierne przyglądanie się zagrożeniu. W tym celu w Warszawie doszło do podpisania polsko-niemieckiej umowy w dziedzinie obronności, dokładnie w czasie trwania berlińskiego panelu. Zdaniem Wojciecha Lorenza Bundeswehra i Wojsko Polskie mogą wiarygodnie odstraszać swoich wrogów jedynie w przypadku rozwoju potencjału militarnego, który wpisuje się w amerykańską koncepcję zwiększania europejskich zdolności konwencjonalnych, forsowaną przez Donalda Trumpa. Tylko w ten sposób nie dojdzie do zachwiania relacji transatlantyckich, które muszą pozostać silne i trwałe.
Czy europejskim elitom starczy sił i determinacji? A może pokuszą się o drogę na skróty? W planowaniu koncepcji długoterminowej szansa, że coś pójdzie nie tak, jest brana pod uwagę. Takim scenariuszem według Marcina Terlikowskiego będzie potencjalna próba normalizacji stosunków pomiędzy zmęczonym wojną Berlinem, a władzami w Moskwie, które przejęłyby schedę po Putinie. Na przestrzeni lat Warszawa niejednokrotnie przekonywała, że taki pomysł to pułapka. Rosja pozostaje ostatnim mocarstwem, które nie wyrzekło się swoich imperialnych ambicji. W opinii Pii Fuhrhop taki scenariusz budzi obawy, którymi Europa powinna się zająć wspólnie. Od czasu rosyjskiej inwazji w Niemczech rzeczywiście zmieniło się postrzeganie Rosji, ale to Warszawa jest w tej kwestii bardziej pewna i zdecydowana. Spoiwem pozostają tu polskie i niemieckie społeczeństwa, które w znakomitej większości popierają dotychczasowy kurs UE względem napastnika.
Pia Fuhrhop podkreślała też, że zbrojenie się nie jest jedyną formą zwiększania obronności. Innym kluczowym aspektem jest, chociażby pogłębianie współpracy gospodarczej. Wspólne zależności ekonomiczne są jednym z najskuteczniejszych czynników spajających jedność europejską. Marcin Terlikowski, kłócąc się z Fuhrop, postawił ważne pytanie: czy i w jakim stopniu postrzegamy rosyjski imperializm jako stały element współczesnej Rosji, a jak bardzo jako efekt wyłącznie rządów samego Putina? Zaznaczył on, że wśród polityków unijnych obecny jest strach, że jeśli Putin straci władzę, to w jego miejsce przyjdzie ktoś jeszcze gorszy. Co więcej, wzrosty kosztów powiązane ze zwiększoną militaryzacją państw Unii Europejskiej mogą, razem z innymi czynnikami, skłonić Niemców ku dojściu do porozumienia z Federacją Rosyjską. Czy w razie ewentualnej rosyjskiej agresji Niemcy będą gotowi do wysłania własnych żołnierzy do obrony Polski ? Według Terlikowskiego, mimo że Polska odczuwa stałe zagrożenie ze strony Rosji i będzie zawsze inwestować w obronność, to co do Niemców nie można mieć takiej pewności.
Co, jeżeli Putin umrze i wykształci się nowy reżim w Moskwie? W jego opinii będzie istniała pokusa nawiązania ponownych relacji z Rosją przez rządy wielu państw Unii Europejskiej. Nowemu reżimowi będzie zależało na zresetowaniu relacji z Europą, ponieważ Rosja jest zmęczona wojną i potrzebuje przerwy. W opinii Pii Fuhrhop układy multilateralne mają duży wpływ na bezpieczeństwo strategiczne. Niestety jednak Unia i NATO mają znaczne ograniczenia w swoim funkcjonowaniu – dla Brukseli są to przede wszystkim ograniczenia z zakresu polityki zagranicznej, w której to Wspólnota nie posiada pełnej autonomii i musi liczyć się ze zdaniem państw członkowskich. W przypadku NATO problem stanowi niepewność dotycząca zakresu rzeczywistego, a nie jedynie deklaratywnego wdrożenia w życie artykułu 5 (zgodnie z którym zbrojna napaść na jednego członka Sojuszu jest uznawana za atak na wszystkich). W konsekwencji zarówno NATO, jak i Unii Europejskiej może brakować efektywności w sytuacjach kryzysowych.
Mimo różnych pesymistycznych scenariuszy ekspertka zaznaczyła jednak, że obecność i dyskusje Polaków i Niemców podczas Forum to wyraźny sygnał dla Rosji, że trudno będzie jej nas rozdzielić. Podobne zdanie wyraził generał Willer, podkreślając że wojna Ukrainy z Rosją nas nie podzieliła, ale wręcz przeciwnie. Jako przykłady podał dołączenie Szwecji i Finlandii do NATO oraz to, że Niemcy tworzą swoją brygadę pancerną na Litwie. Parafrazując Wojciecha Lorentza, różnorodne sojusze międzynarodowe i rozwój współpracy regionalnej mogą wypełnić szczeliny, które Rosja mogłaby wykorzystać, żeby zaburzyć działanie NATO i UE.
Dyskusja ekspercka odbyła się w ramach panelu „Wspólne bezpieczeństwo: polskie i niemieckie spojrzenie na obronę Europy” na Forum Polsko-Niemieckim 2026 w Berlinie. Forum Polsko-Niemieckie jest organizowane przez Fundację Współpracy Polsko‐Niemieckiej w ramach partnerstwa z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec przy wsparciu Kancelarii Senatu Berlina. W tym roku odbyło się pod hasłem „Sąsiedztwo w czasach zmian. 35 lat współpracy polsko-niemieckiej”.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Julia Szymikowska i Joanna Dziewońska
W latach 90. Europa uwierzyła w – głoszony przez Francisa Fukuyamę – dyktat końca historii. Po upadku komunizmu w Polsce, zburzeniu muru berlińskiego i zakończeniu zimnej wojny, pokój wydawał się niejako oczywisty – a liberalna demokracja jawiła się jako ostateczny, gwarantujący bezpieczeństwo ustrój. Ostatnie lata pokazały jednak, że obecnie panujący w Europie ład, nie jest dany raz na zawsze – co udowadniają tocząca się w Ukrainie wojna, a także wzmożona aktywność skrajnie prawicowych, populistycznych partii politycznych w wielu krajach kontynentu. Bez współpracy między narodami i choćby próby zrozumienia wzajemnej – nierzadko niezwykle problematycznej – historii, nie może być mowy o kształtowaniu stabilnej przyszłości – co podkreślali dyrektorki i dyrektorzy muzeów centralnych i regionalnych z Polski i Niemiec – eksperci panelu o kulturze pamięci podczas Forum Polsko-Niemieckiego pod tytułem Niemcy i Polacy w wystawach historycznych: Wyważone obrazy?
Pytanie to stało się punktem wyjścia do rozmowy o szansach i wyzwaniach czekających na muzealników, podejmujących się niełatwego zadania przedstawienia polsko-niemieckiej historii. W czasie pierwszej części panelu – dotyczącej muzeów centralnych – eksperci podjęli próbę wystawienia recepty na kontrowersje związane z potencjalnym odbiorem wystaw dotyczących historii i pamięci obu narodów.
Prof. Raphael Gross z Niemieckiego Muzeum Historycznego opowiedział o misji placówki, czyli oddawaniu – niekiedy niewygodnej – historii Niemiec, w kontekście europejskim i światowym, ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy polskiej. Dr Thorsten Smidt, , zaproponował z kolei przekazywanie historii za pośrednictwem relacji naocznych świadków. Najbardziej konkretną koncepcję przedstawił prof. Marcin Napiórkowski – dyrektor Muzeum Historii Polski. Jego zdaniem balansowanie polskiej i niemieckiej narracji historycznej na wystawach powinno obejmować trzy wymiary: przedstawianie obu kultur w oczach „drugiego”, oddanie głosu eksponatom – przede wszystkim takim, które są świadectwem krzywdy (zarówno jednego, jak i drugiego narodu), a także poszukiwanie i odkrywanie – nieoczywistej niekiedy – tożsamości narodowej na przestrzeni lat.
Wszystkie te propozycje miały być próbą przezwyciężenia problemów związanych z perspektywizmem relacji historycznych. Jak jeszcze w XX wieku dowodził Hayden White, historia to narracja, co czyni chęć obiektywnego przedstawienia pamięci tym bardziej utopijną. Nasze wyjaśnienia dotyczące historycznych struktur i procesów zależą w większym stopniu od tego, co zdecydujemy się z niego wyłączyć, niż z tego, co zostanie doń włączone¹, rzecze White. Na niebezpieczeństwa związane z potencjalnym skrętem ideowym w przekazach historycznych zwrócił zresztą uwagę prof. Paweł Machcewicz, były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, wskazując na zmiany wprowadzane na wystawach pod wpływem zmian politycznych.
W trakcie panelu głos zabrali również dyrektorzy muzeów poruszających tematykę regionalną. Obszarami szczególnie naznaczonymi wpływami kulturowymi obu narodów są niewątpliwie Śląsk i Wielkopolska. Agnieszka Gąsior, dyrektorka Muzeum Śląskiego w Görlitz, w swojej wypowiedzi podkreśliła, jak dwugłos polsko-niemiecki zainspirował muzealników do stworzenia stałej wystawy. Muzeum opowiada ponad dwutysięcletnią historię regionu, zatem w narracji o Śląsku władze stawiają przede wszystkim na uwydatnienie i przedstawienie więzi tożsamościowych, a nie skupiają się na dzieleniu Ślązaków na tych pochodzenia niemieckiego bądź polskiego. Wystawa jest przystępna dla każdego mieszkańca pogranicza, ponieważ eksponaty zostały opisane w obu językach. Muzeum to miejsce, w którym poruszane są także tematy niewygodne dla obu narodów, np. jedną ze wspomnianych konsekwencji II Wojny Światowej jest masowe przesiedlanie śląskich Niemców i zamieszkanie na ich rodzimych terenach Polaków ze wschodu.
Zgoła odmiennie z historią narodów sąsiednich rozprawia się Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918-1919. Przemysław Terlecki, dyrektor placówki, przyznał, że dopiero dobiegające od zwiedzających komentarze uświadomiły mu, że w narracji muzeum nie została uwzględniona kwestia niemiecka. Z perspektywy czasu Terlecki stwierdził, że pominięcie Niemców było błędnym założeniem, ponieważ nie można mówić o walkach Polaków o niepodległość bez równoległego opisu działań narodu okupującego Wielkopolskę.
Historia polsko-niemiecka w ujęciu regionalnym, to nie tylko opowieści o toczących się na przestrzeni wieków konfliktach. Kwestię migracji zarobkowej Polaków do Niemiec w swojej wystawie porusza Muzeum Rhury. Ingo Wuttke, będący kuratorem instytucji, zaznaczał, że Mazurzy i Ślązacy przyjeżdżający za pracą do Zagłębia Ruhry już od końca XIX wieku przyczyniali się do rozwoju tego przemysłowego obszaru. Muzeum dysponuje wieloma eksponatami poświadczającymi obecność Polaków w regionie oraz ukazującymi ich przywiązanie do kultury i dziedzictwa ojczyzny. Obecnie w placówce są zatrudnieni pracownicy pochodzenia polskiego, który niekiedy moją możliwość pozyskania nowych elementów wzbogacających wystawę.
Dzięki wyważonym obrazom i narracjom przekazywanym przez instytucje kulturalne mamy możliwość zniesienia starych schematów, niesłużących budowaniu relacji opartych na szacunku i zaufaniu. Trudnym i nieoczywistym zadaniem współczesnych muzealników jest tworzenie przestrzeni do dialogu i pojednania za pomocą rzetelnego przedstawiania złożonej i niekiedy burzliwej historii państw sąsiednich.
Spotkanie wokół kultury pamięci odbyło się 17 czerwca 2026 roku. W debacie wzięli udział Marcin Napiórkowski, dyrektor Muzeum Polskiego; Raphael Gross, prezydent Niemieckiego Muzeum Historycznego; Thorsen Smidt, dyrektor wystaw w Domu Historii Republiki Federalnej Niemiec; Paweł Machewicz, były dyrektor Muzeum Drugiej Wojny Światowej; Agnieszka Gąsior, dyrektorka Muzeum Śląskiego w Görlitz; Łukasz Gałusek, dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach; Ingo Wuttke, kurator Muzeum Rhury; Przemysław Terlecki, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości z oddziałem Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918-1919; Robert Parzer, członek Zespołu Projektowego Dom Polsko-Niemiecki; Robert Kostro, dyrektor Archiwum Głównego Akt Dawnych oraz Magdalena Saryusz-Wolska, dyrektorka Niemieckiego Instytutu Historycznego. Debatę moderowali Rafał Wnuk, dyrektor Muzeum Drugiej Wojny Światowej oraz Peter Oliver Loew, dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich.
Forum Polsko-Niemieckie i odbywające się na nim panele dyskusyjne zostały sfinansowane ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
¹ H. White, Tekst historiograficzny jako artefakt literacki, [w:] E. Domańska, M. Wilczyński, Poetyka pisarstwa historycznego, tłum. M. Wilczyński, Kraków 1999.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Joanna Dziewońska i Julia Woszczek
Czy literatura może stać się katalizatorem porozumienia między narodami? Czy siła słowa pisanego może okazać się wystarczająca, by przezwyciężyć różnice w światopoglądzie? By pozwolić na współpracę mimo odbijającej się echem trudnej przeszłości? Panel dotyczący kultury podczas Forum Polsko-Niemieckiego zapowiadał poszukiwanie odpowiedzi na te pytania. Pytania być może trudne, z pewnością problematyczne… A mimo wszystko szalenie ważne. Spotkanie nie przyniosło jednak satysfakcjonujących konkluzji, a uczestnikom pozostało poszukiwanie odpowiedzi na własną rękę.
Shelly Kupferberg, dziennikarka, prezenterka i publicystka rozmawiała z Julem Łyskawą i Mariusem Goldhornem, pisarzami. Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców przyniosła Julowi Łyskawie liczne nagrody, m.in. Paszport Polityki oraz Nagrodę Literacką m.st. Warszawy, Marius Goldhorn mówił natomiast o swojej – również nagradzanej – powieści Die Prozesse.
Wbrew tematowi spotkania autorzy zdecydowanie odcięli się od mówienia o tożsamości, od jakiegokolwiek sięgania do tradycji – chociażby literackiej. Przez obu pisarzy dowartościowany został za to uniwersalizm. Pozorny i raczej powierzchowny w naszym odbiorze, ale postrzegany przez twórców jako podstawa kreacji literackiej. Trudno bowiem uwierzyć, że usytuowanie akcji powieści w USA albo uczynienie – niedalekiej – przyszłości tłem toczących się wydarzeń wystarczy, by cała jej wymowa stała się uniwersalna, a czytelnik zaczął patrzeć na książkę jak na dzieło oderwane od wszelkich kontekstów – politycznych, historycznych czy społecznych..
Jul Łyskawa wyjaśnił to w takich słowach: – Nie interesowała mnie dola Polaka, Amerykanina, Niemca, czy Jamajczyka, (…) w tle nie ma szarej polskiej rzeczywistości czy rozliczeń z okupacją, (…) gdy w tle tańczy sobie Elvis na scenie, to jest to mój klimat. Wydaje się, że autor mówiąc uniwersalność, miał na myśli neutralność. Chciał, żeby jego powieść, osadzona w niczym niewyróżniającym się amerykańskim miasteczku, której głównymi bohaterami są drwale, spełniała to kryterium. Rodzi się jednak pytanie, czy celem literatury jest fasadowa opowieść o kolorowej rzeczywistości wyrwanej z kontekstu? Wiele biografii, wydarzeń, nawet tych popkulturowych, ma swoje drugie dno i bez prób jego odkrywania, ograniczamy się tylko do tego, co jawi się na pierwszy rzut oka. Zadaniem pisarza jest udostępnianie czytelnikowi wglądu w pozornie jednoznaczne historie i rozpościeranie przed nim ścieżek interpretacyjnych, zaszczepianie chęci zgłębienia danego tematu. Być może tańczący na scenie Elvis zdejmował artystyczną maskę za kulisami? To jednak nie interesuje Jula Łyskawę, wydaje się, że w jego komentarzu uniwersalność pomieszała się nieco z politycznym niezaangażowaniem i kontekstowym oderwaniem. Marius Goldhorn natomiast przyznał, że wyzbył się zainteresowań krajoznawczych. Pochodzący z Niemiec Zachodnich pisarz wyznał, że jego ojciec należał do pokolenia 68’ roku, jednak nie powiedział na ten temat nic więcej. W jego przekonaniu gniew młodych ludzi bezpowrotnie minął, a historia przekazywana przez cztery pokolenia nie jest już dla niego tak żywa, jak dla jego rodziców, czy dziadków.
Szczególnie zastanawiające jest także to, że obaj zaproszeni pisarze wyrazili podobną niechęć do mówienia o historii i kwestiach tożsamości. Również w konstrukcji swoich powieści obaj odcięli się od kwestii narodowości. W debiucie Łyskawy wyraziło się to w oderwaniu fabuły od polskiego kręgu kulturowego, na rzecz Stanów Zjednoczonych, a w książce Goldhorna w osadzeniu akcji w przyszłości – co miało nadać wrażenia ahistoryzmu i – ponownie – uniwersalizmu.
Rozliczenie z wojną sprowadzone zostało w wypowiedziach pisarzy do przywołania stereotypów. Jul Łyskawa, urodzony w 1984 roku, wspominał o traumie swoich dziadków, którzy pamiętają niemiecką okupację. W ich domu podczas świąt Bożego Narodzenia nigdy nie słuchało się Cichej nocy, zbyt kojarzącej się z oryginalnym Stille Nacht. Babcia bała się, gdy słyszała język niemiecki. Panel, podczas którego w założeniu staramy się odnaleźć i nazwać płaszczyznę kulturowego porozumienia polsko-niemieckiego, sprzyja temu, by odnieść się do literatury obozowej, wspomnień świadków tamtych wydarzeń. Być może udałoby się odnaleźć wspólnotę doświadczeń cywilów i osób, którym wojna przyniosła ból i cierpienie. Nie tylko po stronie polskiej. Niestety Marius Goldhorn także nie podjął trudnego tematu, a wręcz go zlekceważył. Z jego strony padła opinia o tym, że Niemcy powinni „nauczyć śmiać się ze swojej śmieszności i dziwności”. Szala rozmowy przechyliła się jeszcze mocniej w stronę stereotypów, gdy Jul Łyskawa nie omieszkał ich przytoczyć: „istnieją Polacy, którzy uważają, że wszyscy Niemcy są faszystami, oczywiście tak samo, jak istnieją Niemcy, którzy uważają, że wszyscy Polacy są złodziejami”. Zbędne utrwalanie takich przekazów wydaje się szczególnie nieodpowiednie podczas forum polsko-niemieckiej współpracy, które zgromadziło ponad 700 osób po to, by rozmawiać o tym, co nas łączy, a nie dzieli
Zabrakło wątków, które bezpośrednio łączyłyby się z tematem panelu. A nie raz pojawiła się na to szansa! Interesujący motyw archiwum, który pojawił się w Die Prozesse Mariusa Goldhorna, z łatwością mógłby stać się punktem wyjścia do rozmowy o wpływie historii – a tym samym pamięci – na otaczającą nas rzeczywistość. Niestety paneliści nie rozwinęli go, co sprawia wrażenie zmarnowanego potencjału. Rozpoczętych i porzuconych tematów było zresztą znacznie więcej. Przytoczyć można chociażby kwestię wyzwolenia Konga, która – jak przyznał Goldhorn – była niezwykle istotna w jego powieści. Na tym rozmowa się skończyła, a przecież wątek ten stwarzał możliwości do pociągnięcia dyskusji o kolonialnej przeszłości europejskich państw. Postkolonialne rozliczenia doskonale wpisałyby się w założenia panelu.
Okazji do interesującej – przynajmniej początkowo – dyskusji dostarczył również temat tłumaczeń. Jul Łyskawa z podziwem wyrażał się o tłumaczach oraz nieocenionej wartości ich pracy, podkreślał ich autorski wkład w pracę nad przekładem. Ta wypowiedź mogłaby stać się punktem zapalnym dyskusji o przekładzie kulturowym oraz strategiach adaptacji w tłumaczeniu. Szczególnie, że planowane jest wydanie powieści Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców w języku niemieckim. Poruszony pod koniec panelu temat upadł tak szybko, jak Ikar na obrazie Bruegla. Jul Łyskawa skomentował cały wątek słowami: „Tłumacze na propsie”.
Podczas dyskusji o literaturze nie mogło zabraknąć wzmianki o polskiej noblistce. Reprezentant młodego pokolenia polskich pisarzy na forum polsko-niemieckim zapytany o Olgę Tokarczuk odpowiedział: „Pomidor”. Przyznał, że posiadanie tytułu noblistki nie jest łatwe, i docenił jej „Księgi jakubowe”. Uczestnicy zdecydowani na panel o literaturze mieli prawo oczekiwać konstruktywnej opinii nt. książek pisarki, o której głośno nie tylko w polskich, lecz także zagranicznych mediach. Panelista reprezentujący stronę niemiecką zadeklarował swoją skłonność do polskiej literatury science-fiction, w tym Stanisława Lema. Niestety nie rozwinął swojej wypowiedzi.
Panel zakończył się pytaniem o społeczną rolę literatury we współczesnym świecie i dość pesymistyczną refleksją. – Literatura nie ma wystarczającej mocy sprawczej, żeby coś zmienić – stwierdził Jul Łyskawa. Mimo, że nie jest ulotna, trwa – podobnie jak wiedza we wzmiankowanym archiwum – nie jest dziś tak skuteczna w aktywizowaniu odbiorców, jak np. internet. Mimo optymistycznych akcentów, jak wyrażana przez autorów wiara w przynajmniej pośrednią siłę literatury, w jej oddziaływanie nie na cały naród, ale na jednostki, trudno pozbyć się rozczarowania na myśl, że przedstawiciele młodego pokolenia pisarzy sprawiają wrażenie, jakby nie dostrzegali możliwości, które oferuje słowo pisane. Możliwości, dzięki którym literatura mogłaby ponownie nabrać mocy, by – w co wątpi Łyskawa – „coś zmienić”.
17 czerwca 2026 roku w Federalnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec odbyło się Forum Polsko-Niemieckie. Rozmowy przedstawicieli rządu oraz instytucji publicznych obu państw toczyły się w duchu celebracji 35-lecia ratyfikacji Traktatu o dobrym sąsiedztwie. Podczas forum uczestnicy mieli okazję wysłuchać panelu „KULTURA | Literatura jako katalizator porozumienia”. Wydarzenie było organizowane przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Julia Woszczek i Marcin Mikielski
17 czerwca 2026 roku odbył się panel „EUROPA | Rozszerzenie UE o Ukrainę: perspektywa Polski i Niemiec. Tematem dyskusji w głównej mierze były kwestie dotyczące „za” i „przeciw” akcesji, trybu w jakim powinna zostać przeprowadzona oraz potencjalnych konsekwencji, z jakimi wiązać się będzie uniezależnienie Ukrainy od Rosji i włączenie jej do wspólnoty europejskiej.
W dyskusji w polsko-niemieckim składzie wzięli udział zarówno praktycy aktualnie kształtujący politykę zagraniczną Polski i Niemiec, jak i eksperci zajmujący się badaniem i interpretacją zachodzących procesów: Michał Matlak (dyrektor Instytutu Innowacji i Technologii w Warszawie), Stefan Meister (kierownik Centrum ds. Europy Wschodniej, Rosji i Azji Centralnej w Niemieckiej Radzie ds. Polityki Zagranicznej), Agnieszka Kowalska (dyrektorka Departamentu Polityki Europejskiej MSZ) oraz Anja Wallau (Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych). O płynny przebieg dyskusji zadbała Linn Selle – kierowniczka Centrum Europejskiego im. Alfreda von Oppenheima.
Zdaniem Stefana Meistera, akcesja Ukrainy do UE to jedyna droga ku zapewnieniu stabilnej przyszłości. Ukraińskie społeczeństwo jest gotowe do poświęceń. Powoli kończą się jednak marzenia, a zaczynają konkretne oczekiwania wobec władz, a szczególnie wobec prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. To ukraiński rząd odpowiada za reformy prawne oraz budowę niezależnych i demokratycznych instytucji oraz administracji publicznej. Proces ten, z perspektywy Komisji Europejskiej, pozostawia wiele do życzenia. Pomimo tych wyzwań otwarto pierwszy klaster negocjacyjny dotyczący kwestii podstaw funkcjonowania państwa.
Proces negocjacji jest wieloetapowy. Oprócz negocjacji ze strukturami Unii Europejskiej, Ukraina będzie prowadzić indywidualne rozmowy z państwami członkowskimi. Jak do tej kwestii odnoszą się Niemcy i Polska? Chociaż paneliści zgodzili się co do tego, że członkostwo Ukrainy w UE jest pożądane, to różnili się podejściem, jak akcesja ma wyglądać.
Z polskiej perspektywy Ukraina w UE to polski interes narodowy. Polska administracja aktywnie wspiera swoich sąsiadów w procesie akcesji. W tym kontekście Agnieszka Kowalska podkreśliła, że Polska może wykorzystać swoje doświadczenia zdobyte podczas własnych reform, przeprowadzanych przed przystąpieniem do UE. Polska oferuje więc Ukrainie konkretne rozwiązania i niezbędne know-how. Kowalska wspomniała także o wsparciu w przygotowaniu kadr oraz dopasowaniu procedur administracyjnych do standardów unijnych. Działania te są realizowane w formatach Akademii Administracji Publicznej w ramach Partnerstwa Wschodniego – formatu który jest skierowany do państw Europy Wschodniej dążących do akcesji UE.
Jednocześnie Polska kieruje się również własnymi interesami. Michał Matlak oraz Agnieszka Kowalska podkreślili, że z punktu widzenia Polski kluczowe będą kwestie związane z rolnictwem i transportem. W sektorze rolnym obawy budzi możliwość uzyskania przewagi konkurencyjnej przez ukraińskie agroholdingi, z którymi polskim producentom trudno byłoby rywalizować. Z drugiej strony szansą dla Polski może być ekspansja produktów mleczarskich na rynek ukraiński. W obszarze transportu istotne znaczenie mają natomiast interesy polskich przewoźników i firm logistycznych, które od lat zajmują silną pozycję na europejskim rynku.
Perspektywę niemiecką przedstawiła natomiast Anja Wallau. Z punktu widzenia RFN, kluczowe znaczenie ma budowa centrum grawitacji – państw, które byłyby gotowe wziąć na siebie ciężar rozszerzenia. Paneliści byli jednak sceptyczni co do szansy dla głębokiego zreformowania Unii. Niemieckie stanowisko wobec Ukrainy jest pragmatyczne i wyważone. Anja Wallau zaznaczyła, że z perspektywy niemieckiej Ukraina musi spełnić wszystkie standardy stawiane jej przez UE, a proces ten może potrwać wiele lat. Niemiecka administracja zakłada, że ukraińska droga do UE będzie wyboista. Absolutnym priorytetem są reformy z zakresu praworządności, walki z korupcją oraz wzmocnienie administracji publicznej. Jednocześnie Niemcy obawiają się zawieszenia negocjacji w martwym punkcie oraz zniechęcenia Ukrainy, która zmaga się z ogromnymi problemami spowodowanymi wojną. Zainteresowana akcesją Ukrainy do UE jest niemiecka gospodarka, która w stanie stagnacji nie może pozwolić sobie na utratę nowego, bliskiego rynku ukraińskiego. A współpraca już trwa – jest to przede wszystkim sektor zbrojeniowy.
Zdaniem Stefana Meistera rozwiązaniem mogą być tzw. okresy przejściowe, stosowane już wcześniej podczas akcesji Polski do UE. Są to tymczasowe restrykcje znajdujące swoje zastosowanie w najbardziej wrażliwych sektorach gospodarki, pozwalając łagodzić skutki rozszerzenia. Jednocześnie pojawiły się także głosy krytyczne, wskazujące na ryzyko stosowania podwójnych standardów wobec państw kandydujących. Kraje Bałkanów Zachodnich od wielu lat prowadzą negocjacje akcesyjne, podczas gdy niegotowa Ukraina otrzymuje od UE wyraźny impuls polityczny. Kanclerz Merz w odpowiedzi na te okoliczności w liście do europejskich liderów przedstawił propozycję. członkostwa stowarzyszonego. W założeniu miałoby to umożliwić ukraińskim przedstawicielom uczestnictwo w obradach Rady Europejskiej, jednak bez prawa głosu. Po stronie ukraińskiej zostało to jednak odebrane jako „członkostwo drugiej kategorii”, a nie pomost dający możliwość płynnej integracji i stopniowego wdrażania.
Podczas rozmów ze strony Michała Matlaka padła propozycja rozszerzenia Trójkąta Weimarskiego o Ukrainę. Ta strategia miałaby być odpowiedzią na obawy dotyczące tego, że Ukraina będzie podejmowała decyzje polityczne bez uwzględniania interesu Polski.
W kwestii akcesji Ukrainy bardzo ważna jest komunikacja tej kwestii ze społeczeństwami oraz oswajanie z tym tematem tak, by nie pozostawał on tylko martwym dogmatem lub tematem podnoszonym tylko wśród gremiów eksperckich. Ukraińcy deklarują chęć stania się nieodwracalnie praworządnym państwem europejskim. Jednak, żeby tak się stało, niezbędne jest przejście pełnowymiarowego procesu akcesyjnego, który opiera się na ratyfikacji umów ze wszystkimi państwami członkowskimi. Droga na skróty nie jest dobrą decyzją ze względu na to, że uniezależnienie się Ukrainy od Rosji byłoby w takim wypadku nietrwałe i niekompletne. Możemy pracować nad tym, by ten proces przebiegł dynamicznie.
W dobie dezinformacji musimy być szczególnie ostrożni i zapobiegać temu, by działania wystosowywane wobec Ukrainy były przechwytywane przez rosyjskich propagandzistów tak, jak stało się to w kwestii stowarzyszonego członkostwa. Przekaz dotyczący akcesji powinien być przedstawiany w kategoriach zysków, a nie kosztów. Politycy powinni mieć na względzie to, że polsko-ukraińskie relacje znajdują się w newralgicznym momencie. Szczególnie, że badania wskazują, iż Polacy, częściej niż inne społeczeństwa, popierają członkostwo Ukrainy. Jest to dobry fundament do społecznych kampanii.
Równie ważna jak sama akcesja jest narracja, która jej towarzyszy. Społeczeństwa polskie, niemieckie i ukraińskie są ostatecznym adresatem tego projektu. Opowiadać o rozszerzeniu znaczy opowiadać o szansach dla gospodarki, bezpieczeństwa i tożsamości europejskiej i narodowej. Polska, jako kraj, który sam przeszedł drogę od transformacji do członkostwa, ma w tym procesie do odegrania wyjątkową rolę – nie tylko jako adwokat ukraińskich aspiracji w Brukseli, ale jako praktyczny partner w budowaniu instytucji. To zobowiązanie, ale i szansa na umocnienie swojej pozycji w nowej architekturze europejskiej.
Droga Ukrainy do Unii Europejskiej nie jest ani prosta, ani szybka – ale jest realna. Panel pokazał, że po obu stronach Odry panuje zgodność co do celu: stabilna, demokratyczna i praworządna Ukraina w strukturach europejskich leży w interesie zarówno Polski, jak i Niemiec, a szerzej – całego kontynentu. Różnice dotyczą nie kierunku, lecz tempa i metody. Akcesja Ukrainy nie powinna być traktowana ani jako nagroda za wojenne poświęcenie, ani jako polityczny gest solidarności. Powinna być tym, czym jest w swojej istocie: procesem opartym na konkretnych, mierzalnych osiągnięciach. Tylko wówczas integracja i uniezależnienie się Ukrainy od rosyjskiej strefy wpływów będą trwałe.
Forum Polsko-Niemieckie odbyło się 17 czerwca 2026 i zostało zorganizowane przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej i zgromadziło ponad 700 uczestników i uczestniczek, którzy wspólnie dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem podczas paneli i dyskusji.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Wiktoria Michalina Hołda
Czy przyszłość relacji polsko-niemieckich powstaje wyłącznie w gabinetach polityków i salach konferencyjnych? Niekoniecznie. Czasem zaczyna się podczas wspólnej pracy studentów, którzy, mimo różnych języków, doświadczeń i perspektyw, próbują odpowiedzieć na podobne pytania: jak zaprojektować lepszą przestrzeń do życia, jak pogodzić rozwój miast z potrzebami mieszkańców i jak w tym obszarze współpracować ponad granicami? Odpowiedzi na nie szukali uczestnicy polsko-niemieckich warsztatów studenckich Warsaw-Berlin Workshop 2025.
Warsaw-Berlin Workshop 2025 to jedna z najdłużej realizowanych polsko-niemieckich inicjatyw akademickich w obszarze urbanistyki i planowania przestrzennego. Od ponad 30 lat warsztaty organizowane są przez Institut für Stadt- und Regionalplanung Technische Universität Berlin oraz Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Projekt funkcjonuje w formule naprzemiennej – w kolejnych latach uczestnicy pracują nad tematami dotyczącymi Warszawy i Berlina.
Tegoroczna edycja, zatytułowana „Fasanenplatz Rework: Dense Infill Redevelopment and Green-based Climate Adaptation for a Livable Urban Neighborhood” („Nowe oblicze Fasanenplatz: dogęszczanie zabudowy i zielona adaptacja klimatyczna dla przyjaznego do życia miejskiego sąsiedztwa”), poświęcona była poszukiwaniu sposobów rozwoju miast, które łączą potrzebę intensywniejszego wykorzystania przestrzeni z troską o klimat i jakość życia mieszkańców.
Za merytoryczne przygotowanie projektu odpowiadali prof. dr Jan Polívka oraz Marion De Simone z Technische Universität Berlin, a ze strony Politechniki Warszawskiej – arch. Mikołaj Gomółka i arch. Leszek Wiśniewski. Warsztaty realizowane były po stronie Politechniki Warszawskiej w ramach Katedry Urbanistyki i Rewitalizacji Miast.
W projekcie uczestniczyło 24 studentów – 12 studentów studiów magisterskich z zakresu Urban Design oraz Urban and Regional Planning na TU Berlin oraz 12 studentów studiów licencjackich Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.
Miasto i wieś – relacja, a nie przeciwieństwo
Choć tegoroczny temat warsztatów dotyczył przede wszystkim transformacji tkanki miejskiej i adaptacji klimatycznej, dyskusjom towarzyszyła również szersza refleksja nad relacjami między miastem a obszarami wiejskimi oraz nad sposobami rozwoju miast bez utraty tożsamości miejsc i społeczności.
W rozmowach pojawiały się pytania o to, co obszary wiejskie mogą zaoferować współczesnym metropoliom oraz jak planować rozwój przestrzenny, aby rozwijające się miasta nie pochłaniały otaczających je miejscowości, lecz integrowały je z poszanowaniem ich odrębności.
W dyskusjach uczestniczyła również Małgorzata Jaszczur, przedstawicielka inicjatywy Wieś Warszawy, która przybliżała uczestnikom perspektywę mieszkańców obszarów znajdujących się na styku miasta i wsi.
Nauka przez współpracę i spotkanie
Jednym z najważniejszych elementów programu była praca w międzynarodowych zespołach. Organizatorzy od lat stawiają na bezpośrednią współpracę studentów z Polski i Niemiec, traktując ją jako integralną część procesu dydaktycznego.
Jak podkreślał jeden z uczestników warsztatów z TU Berlin, Falk, głównym celem projektu jest nie tylko upowszechnianie wiedzy (Wissensverbreitung), lecz także możliwość zdobycia osobistej perspektywy, lepszego zrozumienia badanych struktur i wymiany doświadczeń (Austausch). Szczególnie cenne było dla niego to, że uczestnicy nie są odizolowani od miejsca i jego mieszkańców, ale mają okazję budować bezpośrednie relacje zarówno między sobą, jak i z lokalną społecznością. Jego zdaniem właśnie ten osobisty wymiar spotkania nadaje warsztatom wyjątkową wartość. Jak dodawał, osoby biorące udział w projekcie są zmotywowane do działania i wspólnego poszukiwania rozwiązań.
Podobne znaczenie bezpośredniemu doświadczeniu miejsca przypisywał inny z uczestników, z uczelni TU Berlin, Jonas. Zwracał on uwagę na potrzebę odkrywania starszych warstw miasta i zrozumienia istniejących struktur przestrzennych. Jego zdaniem szczególnie istotne jest pytanie o to, w jaki sposób można przekształcać zastaną tkankę urbanistyczną, nie tracąc jej charakteru i pamięci miejsca.
Uczelnie jako przestrzeń nowych idei
Warsaw-Berlin Workshop 2025 pokazał, że uniwersytety mogą być czymś więcej niż miejscem przekazywania wiedzy. Dzięki swobodzie akademickiej, stają się przestrzenią poszukiwania nowych rozwiązań i otwierania debaty na temat wyzwań, przed którymi stoją współczesne miasta i regiony.
Warsztaty były nie tylko projektem edukacyjnym, lecz także doświadczeniem budowania relacji, uczenia się od siebie nawzajem i poszukiwania wspólnych odpowiedzi na pytania, które coraz częściej mają wymiar europejski. Być może właśnie dlatego przyszłość relacji polsko-niemieckich zaczyna się nie tylko w instytucjach i na forach politycznych, lecz także na uczelniach – tam, gdzie młodzi ludzie uczą się współpracy ponad granicami.
Projekt współfinansowany był przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska
Marcin Mikielski
Debata o kondycji relacji amerykańsko-niemieckich odbyła się 2 czerwca 2026 roku w siedzibie Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Była to kolejna odsłona cyklu „Rozmowy o Niemczech” o tematach ważnych i aktualnych, także z punktu widzenia Polski. Rozmowę prowadziła Małgorzata Gemen (biuro PISM w Berlinie). Swoją wiedzą podzielili się dr Linn Selle (Centrum Europejski im. Alfreda von Oppenheima przy Niemieckim Towarzystwie Polityki Zagranicznej), prof. Marek Cichocki (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) oraz Michał Sutowski (Krytyka Polityczna)
Czy Donald Trump postanowił przemeblować świat? Według prof. Cichockiego to właśnie prezydent USA jest głównym aktorem strategicznych przemian we wzajemnych relacjach. Waszyngton nie tylko nie broni już rozpadającego się ładu światowego ale jest skłonny generować dodatkowe ryzyka, korzystne z punktu widzenia własnych interesów, nie oglądając się na sojuszników. Zamknięcie epoki wspólnych, zachodnich wartości jest zatem definitywne. Dlatego konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie to nie tylko groźba rosnących cen ropy naftowej. To ostateczny powrót do polityki siły i niepewna przyszłość
Relacje Niemiec i Stanów Zjednoczonych od zawsze określano jako wspólnota wartości, wyznaczająca centralny punkt odniesienia dla innych państw sojuszniczych. Michał Sutowski zaznaczył, że RFN to główny beneficjent Pax Americana – systemu zbudowanego na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa i wolnym handlu. Pokój i stabilizacja po 1945 roku znacząco pomogły rozwinąć zachodnioniemiecką gospodarkę, która stała się jednym z największych eksporterów na świecie. USA było także zwolennikiem ponownego zjednoczenia obydwu państw niemieckich, co zmaterializowało się w październiku 1990 roku. Dynamika dobrych relacji nie była niepokojona wydarzeniami zewnętrznymi. Spory? Oczywiście że się pojawiały. Podczas dyskusji kwestię tą rozwinęła dr Selle, wspominając o politycznym przeciwstawieniu się Niemiec wobec amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku. Ochłodzenie stosunków niemiecko-amerykańskich nie doprowadziło jednak do takiego kryzysu w relacjach, jaki według prelegentów obserwujemy obecnie.
Po 23 latach Bliski Wschód ponownie powraca na agendę amerykańsko-niemiecką, tym razem ze zdwojoną siłą. Według prof. Marka Cichockiego wszystko zaczęło się wyczerpywać ponad rok temu, kiedy po raz drugi w historii na scenie geopolitycznej świata pojawił się Donald Trump. Logika relacji prezydenta Stanów Zjednoczonych z sojusznikami zmieniła się z partnerskiej na transakcyjną, opartą o prosty rachunek zysków i strat. Dodatkowo modne w USA stały się relacje z dyktatorami i miliarderami. Punktem zwrotnym w postrzeganiu amerykańskiej administracji jako zagrożenie dla Europy według Berlina, była amerykańska próba przejęcia Grenlandii z rąk Danii. Działania USA zostały odebrane jako bezpośrednie zagrożenie. Impuls ten przerodził się w proces określany przez Michała Sutowskiego jako derisking, czyli dążenie do ograniczenia zależności Europy od USA w obszarze politycznym, militarnym i gospodarczym.
Według dr Selle Niemcy nadal będą stać na straży dotychczasowego porządku opartego na wartościach demokratycznych i pokojowym rozwiązywaniu sporów, z coraz większą nieufnością patrząc jednak na działania swojego natowskiego sojusznika zza oceanu. Narastające napięcia jednak najmocniej uwidoczniła amerykańska interwencja w Iranie, którą kanclerz Friedrich Merz stanowczo skrytykował, zarzucając Waszyngtonowi brak pomysłu na zakończenie konfliktu. W odpowiedzi Donald Trump ogłosił wycofanie pięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec. Medialna przepychanka trwała dalej – w połowie maja podczas spotkania w Würzburgu Merz publicznie odradzał swoim dzieciom wyjazd do USA w celach zawodowych i edukacyjnych.
Pomimo politycznych sporów całkowite zerwanie relacji pozostaje mało prawdopodobne, przede wszystkim ze względu na głębokie powiązania gospodarcze i finansowe, na co zwrócili uwagę uczestnicy, a także osoby przysłuchujące się dyskusji. Problem polega jednak na tym, że Niemcy tracą kolejnych strategicznych partnerów. W 2022 roku z niemieckiej orbity gospodarczej i politycznej wypadła Rosja, a dziś coraz więcej wskazuje na to, że podobny proces może dotyczyć również relacji z USA, zwłaszcza w obliczu amerykańskiego protekcjonizmu i ceł na europejskie produkty. W tej układance kluczowe pozostają Chiny. Zdaniem dr Selle to właśnie stosunek do Pekinu będzie dla Niemiec kwestią fundamentalną. Tymczasem niemieckie elity gospodarcze nadal zdają się przyjmować postawę „nie widzę, nie słyszę, nie mówię”, podczas gdy chińska ekspansja postępuje. Niemiecki silnik gospodarczy słabnie, eksport maleje, przemysł traci dynamikę, a wyścig technologiczny w obszarze sztucznej inteligencji coraz bardziej oddala się od Europy. Niemieckie elity mentalnie wciąż tkwią w starym porządku, nie dostrzegając, że ich amerykański sojusznik, twórca powojennego systemu, stopniowo ten system sam demontuje.
Redagowała: Agnieszka Wójcińska